12.9.17

Od Vivienne cd. Kamille

Na prawdę? Dzwonek? W tej chwili?! Miałam ochotę zamienić się w ducha, wyleźć przez ten drzwi i zabić tą osobę. Ale Kamille była pierwsza. Widziałam niechęć w jej oczach kiedy się podnosiła i ubrała w szlafrok. Pukanie się ponowiło, a ona tylko krzyknęła, aby gość zaczekał.
- Zaraz przyjdę - powiedziała do mnie i wyszła z pokoju. Słyszałam otwieranie drzwi i sowa:
- Witaj kochanie - znałam ten okropny głos. Zacisnęłam w pięściach kołdrę, czując, jak buzuje we mnie gniew. To ten dupek... ostrzegałam go, że jeśli jeszcze raz przyklei się do Kamille, to go zabije. A gdy ja coś postanawiam, tak robię. Podniosłam się i przysłuchując się uważnie jej rozmowom ubrałam koszulkę bez stanika i spodnie. Z tego co usłyszałam, Evon (bo chyba tak się nazywał) miał ochotę tutaj wejść i chyba dotykał dziewczyny... Kiedy pojawiłam się obok niej, miała do połowy zdjęty szlafrok, co mi się nie spodobało. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem.
- Ty?! - wręcz to wykrzyczał zabierając ręce z bioder Kamille i cofając się o krok.
- Chyba ci coś mówiłam - mruknęłam idąc w jego kierunku. Dziewczyna chciała mnie zatrzymać, ale przeniknęłam przez jej rękę jak to duch i szłam w kierunku chłopaka, który się cofał.
- Odpi*rz się - powiedział, a jego oczach widziałam strach. Nie zatrzymywałam się, denerwowało mnie to, że się nie posłuchał, dotykał Kamille, a ona nawet na to nie zareagowała. Denerwował mnie jego strach, oznaka słabości, bezradność dziewczyny stojącej za mną... wszystko.
- Urwę ci ręce przy samej du*ie, za dotknięcie jej. Za drugim razem powieszę cię za chu*a, a potem wsadzę pistolet w du*ę - zacisnęłam pięści i stałam się materialna. Zabije go. Normalnie go zabije.
Powstrzymała mnie ręka dziewczyny na moim barku. Mocno chwyciła próbując mnie obrócić w swoją stronę, ale jedynie mnie zatrzymała. Nie spuszczałam z oczu tej pokraki.
- Vivienne, zostaw go - poprosiła, a ja odwróciłam się i spiorunowałam ją wzrokiem.
- Dlaczego go bronisz? - zapytałam z wyrzutem. Nie rozumiem jej. Dalej go kocha? Jeśli tak, kłamała mi w żywe oczy o tym, co do mnie czuła. Poczułam ogromną wściekłość, na nią, na jej słowa, na samą siebie, na to, że zgodziłam się... że nie zdecydowałam się wyjechać stąd od razu.
I nagle poczułam ból w uchu i skroni. Upadłam na ziemie uderzając o framugę drugą stroną twarzy i upadając na ziemię. Bębniło i jednocześnie piszczało mi w uszach. Jakie głosy, jakby z bardzo daleko, dochodził do mnie jako nie wyraźny bełkot. Poczułam ciepło, piekący ból i krew. Czerwona ciecz spływała mi po nosie, kiedy leżałam na boku. Otworzyłam oczy, a wściekłość mną zawładnęła. Złapałam go za nogę i rzuciłam nim jednym ruchem w kierunku otwartych drzwi. Z moją nadludzką siłą wylądował na ziemi. Wstałam nieco chwiejnie i łapiąc go za włosy, wrzuciłam do środka pomieszczenia. Usiadłam na nim okrakiem, a słowa dziewczyny do mnie nie dochodziły; jak wszystko. Słyszałam tylko szum i dziwne bębnienie, pisk zniknął.
Zaczęłam go okładać po twarzy.

4.9.17

Od Kamille CD Vivienne +18

Odpięłam w końcu jej stanik, jednak go nie zdjęłam. Chciałam jeszcze chwilę poczekać. Zamiast tego wpiłam się w jej usta, biorąc jedną jej nogę w górę, by oplotła nią moje biodra, a swoją przekładając nad jej drugą. Próbowałam się w ten sposób ocierać o jej kobiecość, jednak... sama nie wiedziałam, czy tak miało być. Nasze języki tańczyły, a ja przeniosłam moje dłonie pod jej spodnie. Macałam ją po pośladkach, co jakiś czas jedno, czy dwa ściskając. Wtedy też wzdychała mi prosto w usta, a ja się tylko bardziej podniecałam. Gdy się oderwałyśmy od siebie, szybko ściągnęłam z siebie swoją bluzkę, rzucając ją gdzieś na podłogę, po czym wróciłam do jej słodkich ust. Vivienne przyciągnęła mnie do siebie, jakby prosząc, by nigdzie nie oddzielały nas przestrzenie. Nasze biusty ocierały się o siebie, gdy delikatnie posuwałam się w górę i w dół. Przez to też w końcu spadł jej stanik. Jednym ruchem palców zsunęłam spodnie z jej bioder, a całkowicie z jej tyłka. Powróciłam do ugniatania go, ciesząc się dotykiem na jej jaśniutkiej skórze. Po raz kolejny tego dnia odkleiłyśmy się od siebie, tworząc cienką stróżkę naszej śliny, która po naszych dwóch głębszych wdechach zniknęła. Skorzystałam z tej chwili i po dopięciu guzika moich dżinsów, zsunęłam je na dół, ukazując białe koronkowe majtki. Zaraz po tym powróciłam do warg czarnowłosej, zdążając tylko zdjąć jej spodnie z jej kobiecości. Kątek oka zobaczyłam czarny kolor, jednak nie zważałam na inne dodatki. Po przyklejeniu się do niej lewą dłoń zatrzymałam na jej pośladku, jednak prawą przeniosłam na przód, delikatnie masując ją tam na dole. Jakby robiła to odruchowo, podniosła swoje nogi w górę. Przeszkodziłam jej jednak częściowo, dociskając do niej swoje zgięte kolano. Westchnęła znowu w moje usta, a ja przesunęłam palce w górę, wkładając je pod jej miłe w dotyku majtki. Serio, aż się zaśmiałam w jej wargi. Jednak po chwili już się nie całowałyśmy. Przeniosłam usta na jej szyje. Składając na niej nie tylko delikatne pocałunki, lecz także robiąc jedną, czy dwie malinki, dłoń za to przesunęłam w dół, drażniąc palcami jej łechtaczkę. Robiłam to dosyć wolno, ale czuciowo. Od tamtego czasu słyszałam tylko głośniejsze oddychanie czarnookiej. Nie chciałam wkładać palca do środka, a przynajmniej nie teraz. Przyspieszyłam trochę swoje ruchy, katem oka patrząc na reakcję Vivienne.
- K-kamille... - usłyszałam w pewnym momencie jej głos. Czyżby była blisko...? Uśmiechnęłam się, liżąc jej szyję, od której nawet się nie odrywałam. I wtedy stało się coś, czego strasznie nie chciałam. Na dźwięk dzwonka do drzwi, momentalnie wszystkie moje ruchy zamarły, a ja sama podniosłam głowę w górę. Po ponownym jego rozbrzmieniu przeklęłam pod nosem. W takiej chwili? Serio?!

<Vivienne?>

24.8.17

Od Vivienne cd. Kamille

Na te słowa momentalnie zesztywniałam, poczułam jak moje ciało coś paraliżuje, tylko co? Strach? Przed czym? Zazwyczaj (zawsze) kiedy dochodziło do stosunku ze Snow'em, wyglądało to mniej więcej tak: albo bez ostrzeżenia któreś z nas się wpijało w drugiego, właził mu do łazienki bez uprzedzenia, albo od razu do łóżka i najczęściej pod kołdrą. A tutaj na dźwięk jej słów momentalnie zesztywniałam, strach przed nową rzeczą? Nie wiem czy to można by nazwać rzecz... Zazwyczaj to ludzie przede mną czuja się spięci, próbują uciec ode mnie wzrokiem, unikają mnie... a teraz stało się coś kompletnie innego; tak się właśnie zachowuje przy Kamille. Może rzeczywiście coś do niej czuje, ale wiem, że to złe? Tak jakby mój mózg kłócił się z moim sercem i miało właśnie takie skutki.
Czułam jej dłonie na plecach, jedno nie daleko pośladków. Czułam w miejscu jej rak ciepło, przyjemne i rozchodzące się po moim całym ciele. Czułam, jak moje policzki zaczynają piec. Zamknęłam oczy i próbowałam się opanować, a tym bardziej rozluźnić.
- Jak... - powiedziałam cicho, bardziej do siebie. Otworzyłam lekko oczy i zauważyłam jej uśmiech. Znowu poczułam się spięta.
- Zobaczysz, tylko musisz się odprężyć - powiedziała spokojnym głosem, jednocześnie tak uspokajającym, że wyłączyłam myślenie, a moje ciało automatycznie się rozluźniło. Mięśnie nie były już spięte, a ja sama objęłam Kamille i pocałowałam ją namiętnie. Dziewczyna wzięła to za zgodę, dlatego odwzajemniała pocałunek jedną ręką zjeżdżając do prawego pośladka i go delikatnie masując. Westchnęłam cicho, drugą rękę wsadziła po koszulkę i wędrowała nią po plecach, zahaczając o zapięcie od stanika. Kiedy zabrakło mi tchu odsunęłam się niechętnie od jej ust, a ona lekko zacisnęła palce na pośladku uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam ten uśmiech czując jak się do mnie przybliża. Odsunęłam się do tyłu stykając się po chwili ze ścianą. Naparła na mnie swoimi piersiami, a ja starałam się nie spinać, chociaż to było trudne. Jak już jej to powiedziałam, nigdy nie współżyłam z dziewczyną i nawet jeśli głowa podpowiada mi jak to robić, to jednak wstydzę się nawet o tym myśleć. Zdjęła moją koszulkę i zaczęła całować po szyi. Spięłam się, a ona się lekko ode mnie odsunęła i spojrzała mi w oczy. - Jeśli nie chcesz... - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Chce, tylko... wstydzę się - ostatnie słowa dodałam tak cicho, że nie byłam pewna, czy aby je na pewno usłyszała. Ale była wilkołakiem, takie rzeczy w jej uszach się słyszy, dlatego jeszcze szerzej się uśmiechnęła i mnie pocałowała.
- Jesteś taka słodka - wyszeptała mi w usta obejmując mnie i podnosząc do góry. Instynktownie oplotłam nogi wokół jej bioder obejmując także ramionami jej szyję i chowając twarz w jej zgięciu, aby nie musiała oglądać moich czerwonym polików. Trzymając mnie za pośladki odeszliśmy od ściany. Położyła mnie delikatnie na łóżku, a kiedy ją puściłam dotykając plecami miękkiego materacu, zawisła nade mną. rumieńców za nic nie mogłam się pozbyć, tym bardziej, że leżałam przed nią bez koszulki, a ona prowokacyjnie zahaczała o mój stanik.

22.8.17

Od Kamille CD Vivienne

Tak dobrze było mi razem z nią. Nie chciałam już jej opuszczać na krok, zostać z nią na zawsze. Nawet w tym salonie, gdzie wyraźnie pachniało kotami. Choć teraz miałam nadzieję, że żadne z moich skarbów nam nie przeszkodzą. Dotykałam wargami jej słodkie usta, rozkoszując się ich smakiem. Minął zaledwie jeden dzień, no, może trochę więcej, jednak wiedziałam, że tęskniłam za tym smakiem. A myśl, że prawie codziennie będę mogła znowu go doświadczać... szczęście w moim sercu nie znało granic. Przeniosłam ręce z jej pleców na biodra. Przybliżyłam bardziej swoje ciało do jej, minimalnie wyczuwając jej spięcie. Nic nie zrobiłam, oprócz powolnego oderwania się od jej warg. Chwilę popatrzyłam w jej prześliczne oczy. Uśmiechnęłam się, sięgając dłonią do kosmyka czarnych włosów i założyłam je za jej lewe ucho. Przejechałam dłonią po jej policzku. Jest taka śliczna i słodka zaraz... Chcę ją tylko dla siebie, nikomu nie oddam. Zaśmiałam się w duchu na swoje dziwne słowa. Gdybym powiedziała to na głos, pewnie by mnie wyśmiała. Znowu wpiłam się w jej usta, kładąc rękę z powrotem na jej biodrze. Gdy rozchyliła swoje wargi, skorzystałam z tego i zawędrowałam językiem do jej, dzięki czemu od razu zaczęły tańczyć wokół siebie. Czułam się tak, jakby nic w tej chwili więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Oplotłam dłońmi jej ciało, znowu się do niej dociskając. Pragnęłam jej całej. Ciała, ust, języka, oczu... Wszystkiego. Jednak nie chciałam tego wszystkiego zaczynać bez jej zgody. Bo może nie chce? Może się boi, wstydzi, czegoś obawia? Albo ma okres? Zabawne... Jakoś nigdy nie potrzebowałam zgody od kogoś, by się z nim przespać. Choć w moim związku to Evon dominował i to on brał pełną odpowiedzialność za nasze wybryki... Ta sytuacja naprawdę jest dziwna. Gdy zaczynało brakować mi powietrza, odkleiłam się od Vivienne. Chwilę stałyśmy tak w swoich ramionach, patrząc na siebie nawzajem. Wyglądała tak bardzo niewinnie... Jednak wiedziałam, co potrafi. Bo ten duszek, czy tam mgiełka, w którą potrafi się zmieniać... zwykłe to nie jest. A jej umiejętność wchodzenia do cudzych snów... Gdzieś w głębi serca byłam tym lekko przerażona, a tak to wypełniało je fascynacja. Wtem zauważyłam na jej policzkach naprawdę ledwo widoczne rumieńce. No zaraz nie wytrzymam przez nią...
- Vivienne... - zaczęłam, przesuwając swoją lewą dłoń niżej jej ciała. - Chcę to z tobą zrobić - powiedziałam. Miałam nadzieję, że będzie wiedziała, o co chodzi, jednak fakt, że aktualnie jedną dłoń trzymałam na prawie jej pośladku, powinien ją naprowadzić na dobrą drogę.

<Vivienne?>

18.8.17

Od Vivienne cd. Kamille

Zacisnęłam wargi w wąską kreskę patrząc w jej oczy, które miałam zamknięte. Milczałam. Kocha mnie? Na prawdę? Cienia, ducha, które prawie ją zabiło w lesie przy pierwszym spotkaniu? Dziewczynę, która najprawdopodobniej zniszczyła jej przyjaźń z trojgiem ludzi? Płatnego morderce? A zaraz... nie wie o tym. Dużo rzeczy nie wie i nigdy się nie dowie. Nigdy w życiu nie powiem jej ilu ludzi zabiłam, ile wzięłam za to kasy, jaki biznes prowadziłam ze Snow'em, ani co czułam robiąc te wszystkie rzeczy... wzięłaby mnie potwora, a ja... chyba...
- Ja nie wiem co czuje, ale też nie mogę przestając o tobie myśleć. To też musi być coś wyjątkowego, ale ja nie wiem co to miłość - odpowiedziałam w końcu. Kamille uniosła powieki patrząc mi prosto w oczy, a gdy je zatknęła przyłożyła swoje czoło o moje. Zobaczyłam na jej twarzy uśmiech.
- Nauczę cię. Jeśli dasz mi szansę - ponownie zamilkłam. Przychodząc tu nie oczekiwałam takiego obrotu sprawy. Chciałam z nią porozmawiać i nawet jeśli nie wiedziałam jak, nie sądziłam, że ona... może coś do mnie czuć.
- Nie możesz wszystkiego poświęcać dla mnie. Nie możesz rezygnować z życia, które prowadzisz, dla takiego kogoś jak ja. Mówię ci, nie warto. Nie wiesz o mnie wszystkiego - poczułam się winna. Jeśli na prawdę mnie kocha, zniszczy sobie życie. Na mnie nie warto poświęcać czasu, które można zużyć na polepszenie swego życia. Ja mogę jej przysporzyć samych kłopotów.
- A jeśli ja chce? - zapytała, a w jej głosie usłyszałam ciche załamanie. Zagryzłam wargę.
- To złudne uczucie. Zniknie z czasem, znajdziesz kogoś lepszego.
- Kiedy ja nie chcę nikogo innego? - zapytałam mocniejszym głosem odrywając swoją głowę do mojej i patrząc mi głęboko w oczy. Widziałam w nich smutek. Sama byłam zmieszana, nie wiedziałam co robić.
- Kamille - westchnęłam. Co powiedzieć? - Ja nie jestem normalną osobą. Mogę ci przysporzyć kłopotów. Wielu.
- To co, to nie zmieni moich uczuć - powiedziała. Ponownie westchnęłam i złapałam jej podbródek. Uniosłam go lekko do góry, kiedy zniżyła głowę. Spojrzała na mnie delikatnie zaskoczona. Poluzowałam wargi, przestając je zaciskać i zagryzać.
- To cię zaprowadzi na złą drogę - powiedziałam. - Mogę zostać, być z tobą, ale z czasem możesz tego pożałować. Przeze mnie możesz stracić przyjaciół, jeśli nie pracę. Nie mam zbyt dobrego charakteru, nie mówiąc o swoim upodobaniach. Mogą cię nawet wyrzucić ze szkoły, nie jestem dla ciebie dobrą osobą - mówiąc to marzyłam sobie, że jest inaczej. Że chodzę do szkoły, czy nawet do pracy, mam przyjaciół, mieszkanie... i miłość. Tak jak ona. ale ja nigdy tego nie miałam i mogę nie mieć. A boje się, że ona to przeze mnie wszystko straci.
Mimo tego musiałam ją pocałować. Nim zda sobie sprawę, jaki błąd życiowy popełnia, chcę spróbować. Może to mi wyjdzie na dobre? Jeśli nie, zniknę i nie będę jej uprzykrzała życia. Jeśli nic złego jej się nie stanie. W rzeczywistości bez Snow'a nie poradzę sobie w interesach i tego się boje. Boje się, że podejmę ryzyko, które ściągnie na nas nieszczęście.

14.8.17

Od Kamille CD Vivienne

- Do zobaczenia, Kami - powiedziała April, machając do mnie. Odmachałam jej, idąc w swoim własnym kierunku, gdzie ona szła w zupełnie innym. Bezdennie gapiłam się w chodnik przede mną, jakimś cudem omijając przechodniów, których i tak było w znikomej ilości. W końcu był wieczór, ja i brązowowłosa zamknęłyśmy kawiarnię i teraz rozdzieliłyśmy się do swoich domów. Co robię jutro? Nie mam zmiany, na wykłady nie mam zamiaru pójść... Zbyt wielka szansa, że spotkam tam bliźniaków z Martyną. I tak na razie nie mam głowy do poważniejszej rozmowy z kimkolwiek. Więc czemu umówiłam się na jutro z Vivienne? Zaśmiałam się cicho. To jest bardzo dobre pytanie. Cholera, przecież to oczywiste, że chcę ją zobaczyć może nawet ten ostatni raz. Tylko co miałabym jej powiedzieć? Że będę tęsknić? Żeby dobrze jej się tam wiodło? Że coś do niej... czuję? Zachowuje się normalnie jak jakaś niedorobiona nastolatka. Momentalnie przed moimi oczami pojawił się obraz jej twarzy. Jej piękne ciemne oczy, jej warkoczyki, w których momentami wygląda jak nastolatka... a w końcu nią nie była. Jakby nie patrzeć, dziewięćdziesiąt dziewięć to dość duża liczba. O wiele większa od mojej dziewiętnastki.
- Przepraszam - powiedziałam ze skruchą, gdy w końcu nieszczęśliwie zderzyłam się z pewnym mężczyzną w garniaku. Podniósł kapelusz ze swojej głowy, tym gestem również mnie przepraszając. Ruszyłam dalej przed siebie. Muszę przestać myśleć o tej dziewczynie, bo kiedyś źle to się dla mnie skończy.

Włożyłam klucz do zamka, przekręcając go i otwierając tym samym drzwi. Znajdując się już w środku, zdjęłam swoje buty oraz odłożyłam torbę na szafkę obok. Zajrzawszy do salonu, stanęłam w miejscu. Centralnie na środku pokoju nad ziemią unosił się czarny obłoczek, który kogoś mi przypominał. A gdy zaczął się przemieniać w osobę, już byłam pewna, kto to.
- Vivienne... Co ty tu robisz...? - spytałam, zdziwiona jej obecnością u mnie w domu. Ciekawi mnie to, ile już tutaj jest... Jeśli dobrze pamiętam, to nie lubiła kotów, a w końcu Tobio i Lie należeli do tego gatunku ssaków. Gdy dziewczyna już w całości stanęła przede mną, nabrała wielki wdech. Czyżby się stresowała? Zaśmiałam się w duchu. Jasne, jeszcze czego.
- Nie mogłam czekać do jutra. Muszę z tobą porozmawiać dzisiaj, teraz - w końcu powiedziała. Otworzyłam usta, by o coś się jej zapytać, jednak... Słowa ponownie tego dnia nie chciały mi przejść przed gardło. Zdołałam się tylko uśmiechnąć. Zrobiłam pierwszy, niepewny krok w stronę sylwetki brunetki. W pewnym sensie cieszyłam się, że przyszła, wleciała czy cokolwiek zrobiła, by jeszcze dzisiaj się ze mną spotkać. Mnie też nie chciało się już czekać, szczerze mówiąc.
- Chcę tylko wiedzieć... Co o mnie myślisz? - usłyszałam pytanie od niej. Co... o niej myślę? O niej całej? Tak jak teraz tu stoi? Już nie mogłam zapanować nad swoim ciałem. Szybko do niej podeszłam i objęłam jej ciało rękami, tym samym się do niej przytulając. Nie widziałam, jak na to zareaguje, jednak nie obchodziło mnie to. Oparłam brodę na jej ramieniu, przymykając oczy.
- Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ja spędziłam ostatnią noc. Przewracałam się z boku na bok, śniąc o nas... naszej przyszłości razem - szepnęłam. W jakiś sposób wyczułam spięcie między nami, jej ciała. Zbliżyłam usta do jej ucha, delikatnie rozwierając powieki. - Jesteś dla mnie ważna. Nie wiem, czy to miłość, jednak nie mogę wygonić cię z mojego umysłu, z moich myśli - wyznałam. Mocniej ją ścisnęłam, choć dla niej, to mogło być trochę za mocno. W końcu miała takie delikatne i kościste ciałko... - Teraz mam tylko jedną prośbę - znowu szepnęłam, czując, jak łzy powoli zbierają się w moich oczach. Odsunęłam usta od jej ucha, próbując spojrzeć na twarz Vivienne. - Nie wyjeżdżaj ze Snowem. Zostań ze mną, proszę. Zamieszkajmy razem. Tutaj, w tym mieszkaniu. Zrezygnuję ze studiów, będziemy spędzać razem więcej czasu - powiedziałam, nawet nie spuszczając wzroku z jej prześlicznych ciemnych oczu. - Tylko nie marz, że wyrzucę moje kociaki. Nigdy w życiu - zaśmiałam się. Źle się czułam z tym, że nie dopuszczałam jej do głosu, jednak w tym momencie mnie to nie obchodziło. Chciałam powiedzieć jej wszystko, co leżało mi na wątrobie. A tam zostało jeszcze jedno zdanie, choć nie miałam co do niego stuprocentowej pewności, że będą prawdziwe. Jednak muszę je powiedzieć. A czemu? Bo tak podpowiadało mi serce.
- Vivienne... Jednak cię kocham - wyznałam, stykając ze sobą czubki naszych nosów. Po tych słowach miałam straszną ochotę ją pocałować. Jednak wiedziałam, że w tej chwili to byłoby za dużo i dla niej, i dla mnie.

<Vivienne?>

2.8.17

Od Vivienne cd. Kamille

Wyszłam z kawiarni w głowie słysząc jej słowa. Spotkać się z nią, ten ostatni raz... może trzeba? Może to mi pomoże w rozterce, jaką w tej chwili przeżywam? Ale jeśli chciała się spotkać, to może mnie nie nienawidzi? Może jest ta mała, wręcz znikoma szansa, że... z tego by coś wyszło? Ale nie mogę. Zniszczyłabym jej życie swoim charakterem odcinając ją od wszystkich przyjaciół, których nie cierpię, możliwe, że narobiłabym jej kłopotów, gdybym się wkurzyła i kogoś przypadkiem zabiła. Po za tym ukrywałabym przed nią wiele rzeczy... miałabym tajemnice... nie mogę ufać osobie, którą tak krótko znam. Szkoda, że serce się nie słucha i robi co chcę.
- Musiałeś do niej podejść? - zapytałam idąc obok Snow'a.
- Musiałem zapłacić - powiedział z lekkim uśmiechem. Pokiwałam ironicznie głową mrucząc pod nosem. Niech go szlag. - Ale co się złościsz? Pogadacie sobie, ja bym czuł ulgę, że mógłbym z drugą osobą sobie wszystko wyjaśnić.
- Ale co ja mam wyjaśniać?!
- Ty już wiesz - szturchnął mnie w ramię.
- Ale po co? Za tydzień wyjeżdżamy - założyłam ręce na krzyż.
- No właśnie. Masz mało czasu, a nie mam zamiaru cię w żaden sposób pocieszać czy coś.
- A czy ja jestem smutna?
- Oj, już się zamknij - mruknął uderzając mnie w tył głowy. Zabije go kiedyś, normalnie uduszę, kiedy będzie spał. W milczeniu przeszliśmy z powrotem do domu. Chłopak od razu rzucił się na kanapę i włączył telewizor. Usadowiłam się obok niego.
- I co ja jej niby powiem? - zapytałam. Skoro jest taki mądry, to niech mi powie, bo moja głowa jest aktualnie pusta. Snow westchnął i odwrócił się w moją stronę.
- Ale jesteś problematyczna... Nie sądziłem, że będziesz miała takie problemy z przyznaniem się do uczuć - zaśmiał się. Nie odpowiedziałam, nawet na niego nie spojrzałam. - Kochasz ją? Dobrze wiem, że wolisz dziewczyny, a ta cała Kamille nie jest taka brzydka - no tak, tacy są faceci. Patrzą przeważnie na wygląd, ale słysząc to z jego ust miałam ochotę go uderzyć. Mimo, iż miał rację, to jednak nie chce, aby o niej tak mówił; czułam się, jakby chciał ją przelecieć.
- Sam powiedziałeś, że jestem problematyczna, więc skąd mam wiedzieć, czy ją kocham? Po za tym wyjeżdżamy, a ja jestem mordercą - wpatrzyłam się w niewidzialny punkt na podłodze.
- Dobra, wiem - Snow się wyprostował i wstał. - Myślisz ciągle o niej? - pokiwałam twierdząco głową po krótkim namyśle. Rzeczywiście, ciągle siedziała mi w głowie. - Świetnie, chodź, weźmiemy razem kąpiel - po tych słowach skierował się w stronę łazienki. Chwilę milczałam.
- Nie mam ochoty - chłopak stanął i z uśmiechem skierował się w moją stronę.
- Nie jesteś głupia.
- I to ma być ta twoja pomoc? - prychnęłam kiedy szedł z powrotem na kanapę i przełączał kolejno programy.
- Tak. Byłem w Kalifornii i poznałem cudnego chłopaka. Niższy, słodki, piękny. Myślałem ciągle o nim, nawet się z nim przespałem, a na seks z tobą już nie mam ochoty. Miałem dokładnie ten sam problem co ty, tyle, że ja od razu przyznałem się do uczuć, a ty na chama szukasz przeszkody. Nie musisz ze mną jechać, będę zajęty moim Louis'em, a ty zostaniesz sama.
Kiedy oglądał zastanowiłam się nad jego słowami. Może miał rację? Muszę z nią porozmawiać. Nie będę czekała do jutra. Zaczekam w jej domu.

<Kamille?>