27.3.18

Istari Atan – Nowa Generacja!

W dniu 26 marca, została otwarta druga edycja Istari Atan. Wszystkich, którzy jakimś cudem trafili na stare Istari, zapraszam t u t a j. Zasady prawie takie same, jedyne zmiany jakie nastąpiły, to formularz i czas akcji. A, i bogowie w końcu dostali profilowe. 

Gdyby nie działał link kilany, zostawiam tutaj tradycyjny: http://nowageneracja-ia.blogspot.com Do zobaczenia!

19.11.17

Od Vivienne cd. Kamille

Spojrzałam na nią zdziwiona. Jestem jej... dziewczyną? Nawet po tym, jak w jej mieszkaniu prawie zabiłam jej byłego, to ona jednak przedstawia mnie swoim rodzicom, jako swoją partnerkę... Do tego położyła swa ciepłą dłoń na moją, a po całej ręce przeszły mi dreszcze. Patrzyłam na jej różowe włosy, nie odsuwając ręki. Przeniosłam wzrok na jej rodziców... matka wyglądała na zszokowaną, a ojciec na zdenerwowanego. Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest mieć rodziców. Ja swoich nie miałam.
- Że... co? Co ty powiedziałaś? - odezwał się mężczyzna. W jego głosie usłyszeć można było złość. Matka za to zbladła.
- Kochanie, ty chyba nie mówisz tego na prawdę... - wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć.
- Mówię na poważnie - odpowiedziała Kamille, delikatnie ściskając moją rękę. Przyglądałam się tej scenie będąc ciekawa, co może dalej się wydarzyć.
- Ale co z Evon'em?! - głos kobiety stał się piskliwy, jakby zaraz miała się rozpłakać. To było nieco zabawne, bynajmniej z mojego punktu widzenia.
- Właśnie, co z nim? - pociągnęłam ją lekko za dłoń. Spojrzała na mnie dość smutnymi oczami. Lekko przechyliłam głowę w bok nie rozumiejąc jej. Może coś mnie ominęło?
- Jest w śpiączce - odpowiedziała. Na jej słowa uśmiechnęłam się nie zauważalnie, mimo, iż chciałam go zabić, ale... śpiączka jest lepsza. W końcu to były Kamille, nie mam pewności, czy nic do niego jeszcze nie czuje, bo gdyby tak było, mogłaby mnie znienawidzić, lub zacząć się bać, gdybym na miejscu zabiła go. Nie odezwałam się. Nie chciałam jej kłamać, że jest mi przykro, ale też nie chciałam mówić swego zdania.
- Tym bardziej powinnaś zostać przy nim! W końcu bierzesz z nim ślub! - spojrzałam zaskoczona na Kamille. Że co takiego? Nie rozumiem... jaki ślub? Zabrałam swoją rękę z jej uścisku, automatycznie poczułam się zdradzona. Kłamała? Dlaczego mi nic nie powiedziała? Pewnie dlatego pozwoliła mu wtedy wejść do środka i pozwolić zdjąć z siebie szlafrok... Poczułam ogromną złość. Miałam ochotę zabić jej ojca, za to, że to powiedział, a Kamille za to, że nic mi nie powiedziała. Przecież ja z nią prawie się przespałam...
- To przeszłość - spojrzałam na podłogę. Nie słuchałam już ich, byłam wściekłą, ze dowiaduje się takich rzeczy w taki sposób. Już nie obchodziło mnie to, że rodzice Kamille mnie nie lubią, lub nawet gorzej. To nie było ważne. Nie myślałam nad tym, jak bardziej dobić Evon'a, czy mu podciąć gardło czy odpiąć maszynę, która go podtrzymuje przy życiu. Zastanawiałam się, jakim cudem nie dostrzegłam takiej oczywistej rzeczy. Dlatego on był wszędzie, gdzie ona. Ciągle z nią rozmawiał, dotykał...
Nagle rodzice dziewczyny zaczęli wychodzić, a ona odprowadzała ich surowym wzrokiem. Gdy zamknęli za sobą drzwi, Kamille odwróciła się w moją stronę. Łapiac mnie za ręce chciała coś powiedzieć, ale ja je zabrałam i odezwałam się pierwsza:
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? To nie jest rzecz, którą można sobie olać.

<Kamille?>

31.10.17

Od Kamille CD Vivienne

Przeczesałam dłonią swoje włosy, zamykając drzwi od pokoju Evona. Gdy wcześniej do niego szłam, to chyba z pięć pielęgniarek mnie zatrzymało, pytając się, kim dla niego jestem. Oczywiście każdej odpowiedziałam, że jestem jego byłą, dzięki czemu jakoś tutaj doszłam. Te szpitale są strasznie upierdliwe... Oczywiście, gdy weszłam, był przy czarnowłosym jeszcze inny doktor, przez co znowu musiałam wszystko opowiadać... Miałam chwilę posiedzenia z nim sam na sam. Miał już czystą twarz, a przebrano go z wcześniejszego garnituru na szpitalną piżamę oraz okulary złożone odstawiono mu na nocny stoliczek na kółkach. Tamto urządzenie od serca pikało nieustająca, przez co też do końca nie mogłam zebrać swoich własnych myśli, jednak... Gdy tak patrzyłam na jego ciało, jakby właśnie spał, przypomniały mi się chwile jeszcze przed tym, zanim mi się oświadczył. Nasze wspólne wypady na miasto, doradzania w wybraniu odpowiednich zdjęć do mojego ulubionego albumu... i inne rzeczy, które razem robiliśmy. Potem oczywiście oświadczyny, nasza ostatnia noc razem i wiadomość w jego telefonie od moich rodziców. Potrząsnęłam przecząco swoją głową, chcąc jak najszybciej o tym zapomnieć. Mam już dosyć tego miejsca, tych ludzi i w ogóle, ale muszę jeszcze zajść do jednej osoby... Ruszyłam spod drzwi do kompletnie innej części budynku. Z tego, co widziałam z planu i co usłyszałam od doktora Jeana, to Vivienne leżała jak najdalej od mojego byłego. Ciekawe, jak się czuje... Co ja gadam, pewnie beznadziejnie, w końcu zemdlała z krwawiącą głową. Uderzyłam się w czoło na swoją własną głupotę. Przecież mogłam wcześniej zobaczyć, kto dzwoni do tych głupich drzwi, zanim je otworzyłam kompletnie na oścież. Jestem taka bezmyślna! W tej chwili miałam ochotę tylko objąć moją czarnowłosą dziewczynę i pocałować ją czule. Nagle się zatrzymałam. Nie, ja ślepnę. Powiedzcie, że to tylko zwidy. Że wcale nie widzę przy ladzie w recepcji żadnego wysokiego mężczyzny w blond włosach i z wąsem oraz równie wysokiej kobiety z fioletowawymi włosami spiętymi w eleganckiego koka. To tylko sen!
- Kamille? - jednak to, że facet mnie rozpoznał, tylko utknęło mnie w przekonaniu, że było kompletnie na odwrót. Jego partnerka również odwróciła się w stronę, w którą aktualnie patrzył. Momentalnie moje pięści się zacisnęły, a zęby aż mnie zabolały. Coś w głębi mojego ciała pragnęło się uwolnić i rozszarpać tę dwójkę na kilka strzępków. Wzięłam głęboki wdech na uspokojenie. Spokojnie, oddychaj. Bo jeszcze się przemienisz. Zrobiłam kolejny krok przed siebie, czując, jak prawie kolana się pode mną ugięły. Podparłam się na szybko ściany, patrząc na swoje stopy. I co ja mówiłam o oddychaniu? Zaśmiałam się w swoim umyśle.
- Kamille, Kochanie! - usłyszałam obok siebie głos mojej matki. Spojrzałam na nią przelotnie, kierując go zaraz od przodu. - Co ty tutaj robisz? - od razu spytała, dotykając mojego ramienia. Pewnie chciała pomóc mi ustać.
- Nie dotykaj mnie - warknęłam cicho, ale na tyle głośno, by usłyszała. Od razu się oddaliła. Kolejny głęboki wdech. - Podejrzewam, że skoro tu jesteście, to przyszliście do Evona - powiedziałam, powoli krocząc przed siebie.
- Oczywiście, że tak! To w końcu mój przyszły zięć - jasnowłosa znowu się odezwała. Cicho prychnęłam. "Zięć"... jak to głupio brzmi. Prawie tak samo głupio, jak słowo "mąż" i "narzeczony". - Pewnie ty też do niego przyszłaś... Biedak zapadł w śpiączkę, widziałaś się z nim? - kontynuowała swoją śpiewkę. Kolejny głęboki wdech dla ogarnięcia nerwów. Już dawno zapomniałam, jak oni bardzo lubią mnie wkurzać...
- Owszem, byłam - odpowiedziałam, próbując nie złapać za wyciągnięte ramię ojca. - Jednak niezbyt długo. Ktoś jeszcze na mnie czeka - dodałam, w końcu się prostując. Obojgu rzuciłam mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym dumnym krokiem zaczęłam iść w swoją stronę. Wciągnęłam powietrze przez nos, chcąc za pomocą zapachu znaleźć Vivienne. Nie mam czasu, by pytać o to pierwszą lepszą pielęgniarkę.
- Kto taki? - pan Emas chyba postanowił włączyć się do rozmowy z córką. Jest, czuję ją. Tuż za rogiem. Już miałam za niego się wyłonić, gdy na kogoś wpadłam. Otworzyłam swoje oczy, które nieświadomie zamknęłam i... kogo ujrzałam?
- Snow - nieświadomie wyszeptałam. Spojrzał prosto w moje oczy, a mnie momentalnie zamroziło. Zawsze taki był?
- Vivienne na ciebie czeka - rzucił tylko na szybko, po czym mnie wyminął i poszedł pewnie w stronę wyjścia z tego durnego szpitala.
- Jaka Vivienne? - ojciec ponownie postanowił się mną zainteresować. Jednak ja nie zwracałam na niego uwagi. Same jego słowa, że na mnie czeka, zmobilizowały mnie, by jednak jeszcze dzisiaj ją zobaczyć. Od razu szybciej zaczęłam chodzić, prawie omijając salę, w której leżała. Złapałam za klamkę drzwi, pchając je do przodu. Weszłam do białego pomieszczenia, momentalnie widząc postać w czarnych włosach siedzącą na tym szpitalnym łóżku, które wręcz śmierdziało środkami dezynfekującymi. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę, a u mnie od razu zapanowała radość. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i wręcz w podskokach do niej podeszłam. Zdawałam sobie sprawę z tego, że moi rodzice pewnie wejdą za mną, dlatego nie zawracałam sobie głowy zamykaniem drzwi. Czarnooka nic nie powiedziała, więc pozwoliłam sobie usiąść na krzesełku obok jej łóżka, podsuwając je sobie naprzeciwko jej.
- Jak się czujesz? - spytałam, oglądając całe jej odkryte ciało. Dopiero teraz dostrzegłam jej bandaż na głowie. Przewróciła nieznacznie oczami.
- A jak może czuć się osoba, która zemdlała na skutek obfitego krwawienia? - odpowiedziała, jednak mnie niezbyt zdziwiły jej słowa. Mogłam się, wręcz ich domyśleć. Wyraźnie widziałam, jak podnosi swój wzrok nade mnie, pewnie z ciekawością patrząc na dwójkę dorosłych za mną.
- Vivienne... - zaczęłam. Dziewczyna zwróciła na chwilę na mnie swoje prześliczne oczy. Jaką ja mam ochotę ją pocałować... - Poznaj moich rodziców - próbowałam się ponownie uśmiechnąć, jednak byłam wręcz pewna, że to strasznie krzywo wyglądało. Odwróciłam się za siebie na państwa Emas. - A to jest moja dziewczyna, Vivienne - odpowiedziałam, sięgając swoją dłonią na tę bledszą czarnowłosej, jakbym tym chciała potwierdzić moje słowa.

<Vivienne? Przepraszam, że aż miesiąc musiałaś czekać ;-;>

29.9.17

Od Vivienne cd. Kamille

Głowa mnie bolała, a kiedy próbowałam otworzyć oczy, oślepiła mnie biel, która biła z każdej strony. Z trudem się podniosłam; czułam się jakbym warzyła tone i coś mnie ciągnęło w dół. W końcu jednak udało mi się usiąść. Obejrzałam salę, w której się znajdowałam; białe ściany, biały sufit, białe kafelki... wszystko białe, jak w psychiatryku. Byłam podłączona do jakiejś pikawy, która pokazywała tętno i bicie serca. Wciągnęłam powietrze do płuc, po czym zakaszlałam. Poczułam ten okropny smród szpitala. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w stronę okna. W jego odbiciu zauważyłam, że miałam zabandażowaną jedną stronę głowy, głównie ucho, które wcześniej miałam chyba rozwalone.
A tak... i podali mi coś. Obudziłam się już wcześniej, chciałam wyjść stąd jak najszybciej, ale mi nie pozwalali. Zaczęłam się rzucać, kiedy nagle ktoś mi wsadził w ramię igłę, a po chwili stałam się bardzo śpiąca. I obudziłam się znowu w tym miejscu, z tym, że w tej chwili jestem spokojniejsza, a raczej zmęczona. Jakbym przed chwilą wykonywałam najcięższą pracę pod słońcem. Byłam ciekawa gdzie Kamille, ten dupek mnie nie interesował. Równie dobrze mógł nie żyć, ostrzegałam to. Po za tym to on zaczął, ja się tylko broniłam. Tylko... co powie na to dziewczyna? A jeśli dalej coś do niego czuje i mnie znienawidzi?
Zostanie mi tylko Wiedziałam.
Drzwi się otworzyły, a w nich pojawiła mi się dobrze znana postać chłopaka o białych włosach.
- Myślałem, że poszłaś tylko porozmawiać - zaśmiał się i usiadł obok na krześle, które dopiero teraz zauważyłam. Posłałam mu (nie)mordercze spojrzenie.
- Coś chciałeś? - zapytałam spokojna. Nie miałam sił na złości.
- Tak. Zobaczyć, czy twoja ofiara żyje i czy jedziesz ze mną, czy mam cię tu zostawić - odpowiedział. Opadłam na łóżko i zamknęłam oczy. Zostać, czy nie zostać?
- Co z nim? - zapytałam obojętnie. Na prawdę mnie to nie obchodziło, ale lepiej wiedzieć. W końcu musiałam się zdecydować, czy zostać tu z Kamille, a jeśli tak, to czy nie ma mi za złe za to, co się z nim stało.
- Jest w śpiączce - odparł, jego też to nie interesowało, słyszałam to w jego głosie. - To jak? - wzruszyłam ramionami.
- A kiedy płyniesz?
- Za jakieś trzy dni. Ja tu nie zostanę, mam zamiar sobie ułożyć życie.
- Więc nie mam po co jechać.
- Póki tu jest ta twoja Kamille, to nie. Ale jeśli potem masz żałować, to lepiej się decyduj. Mówiłaś jej, na co się naraża? - pokiwałam twierdząco głową. - I co?
- I nic. Albo nie zrozumiała, albo na prawdę to zaakceptowała.
- Wątpię - spojrzałam na niego. - No co? Ja bym sobie nie niszczył życia dla kogoś innego - odwróciłam się do niego plecami.
- Przyjdź jutro, może coś się zmieni - chwilę milczał, dość długo. Usłyszałam szuranie krzesła, a potem otwieranie i zamykanie drzwi. Spojrzałam przez ramię, wyszedł. Położyłam się z powrotem na plecy i zaczęłam się zastanawiać.
A jeśli na prawdę wybiorę źle? Jeśli pojadę, mogę nie zaznać spokoju, bo ciągle będę o niej myślała. A jeśli zostanę, mogę zostać odrzucona. Cierpieć z tęsknoty czy z odrzucenia?
Śpiączka. Żałuje, że go nie zabiłam.

26.9.17

Od Kamille CD Vivienne

Jak na szpilkach czekałam na tym głupim plastikowym krzesełku na środku szpitala, patrząc to z kąta w kąt na krzątających się innych ludzi. Czemu się tutaj znajdowałam? Czarnowłosa zostawiła Evona twarz w spokoju dopiero po jakiejś minucie, gdy to zemdlała. Zaraz po niej zrobił to okularnik, a ja zmartwiona z łzami w oczach zadzwoniłam po karetkę. Strasznie się martwiłam i o nią, i o niego, choć bardziej o dziewczynę. W końcu... nie była mi obojętna, darzyłam ją dość dużym uczuciem. Milion różnych zapachów wpadało w moje nozdrza. To krew, to surowe mięso, to jakieś czekoladki, pełno różnych chemikaliów i środków dezynfekujących. Kolejna pełnia? Cholera. Z tego wszystkiego zupełnie o tym zapomniałam. Wtem zobaczyłam pewnego łysiejącego doktora, którego wcześniej widziałam przy Vivienne. Od razu zerwałam się z mojego miejsca, o mało co nie potrącając małego chłopczyka z zabandażowaną ręką i podeszłam do mężczyzny. On chyba mnie jednak nie widział, gdyż szedł dalej w swoją stronę.
- Doktorze! - zawołałam za nim, co od razu podziałało. - I co z Vivienne? - spytałam, nerwowo poprawiając swój kosmyk włosów, które zaczęły mi momentalnie przeszkadzać. Gość westchnął, przecierając dłonią swoją głowę.
- Jest pani kimś z rodziny? - spytał, patrząc na mnie spod byka. Głupie pytanie.
- To moja dziewczyna - odpowiedziałam bez wahania. Nie, że miałam tę odpowiedź już przygotowaną, skądże. Po prostu wcześniej już uznałam, że skoro ją kocham i praktycznie uprawiałyśmy razem seks to... no po prostu już jesteśmy razem. Obym się tylko nie myliła w tej kwestii. Bo będzie kiepsko, jeśli czarnowłosa powie mu, że jest kompletnie inaczej. A tak nawiasem mówiąc... Pan JEAN, jak to przeczytałam na szybko z tabliczki na jego fartuchu, wyglądał na dość zdziwionego. W sumie to nie ma zbyt dużo związków dziewczyn na świecie, więc... coś w tym może być. Jednak po chwili odchrząknął, spoważniał, a potem popatrzył w jakąś kartkę, którą trzymał w dłoni przypiętą do teczki.
- Więc tak... Niby nic poważnego, pani... dziewczyna już się obudziła i czuje dosyć dobrze, choć na początku podniosła głos i trzeba było podać jej leki uspokajające... A kim był ten chłopak? - spytał na końcu swoich tłumaczeń. Zamrugałam parę razy, zbita z tropu. Ja pytałam się tylko o Vivienne... Jednak facet patrzył na mnie swoim stanowczym wzrokiem. Przełknęłam ślinę.
- To... mój były - wyznałam, odwracając gdzieś swój wzrok. Doktor westchnął.
- Nie będę pytał, jak to wyszło w mieszkaniu, skąd odebrali tamtą dwójkę. Tym zajmie się już policja - odpowiedział, a mnie zmroziło. Policja? Popatrzyłam spanikowana na łysiejącego mężczyznę.
- Jak to policja? - spytałam, niezbyt wierząc w jego słowa. Facet zwrócił na mnie swój wzrok.
- Pani były partner... zapadł w śpiączkę - odpowiedział, a ja totalnie zamarłam na amen. No bo... śpiączka...? Muszę jak najszybciej się z nim zobaczyć.

<Vivienne?>

12.9.17

Od Vivienne cd. Kamille

Na prawdę? Dzwonek? W tej chwili?! Miałam ochotę zamienić się w ducha, wyleźć przez ten drzwi i zabić tą osobę. Ale Kamille była pierwsza. Widziałam niechęć w jej oczach kiedy się podnosiła i ubrała w szlafrok. Pukanie się ponowiło, a ona tylko krzyknęła, aby gość zaczekał.
- Zaraz przyjdę - powiedziała do mnie i wyszła z pokoju. Słyszałam otwieranie drzwi i sowa:
- Witaj kochanie - znałam ten okropny głos. Zacisnęłam w pięściach kołdrę, czując, jak buzuje we mnie gniew. To ten dupek... ostrzegałam go, że jeśli jeszcze raz przyklei się do Kamille, to go zabije. A gdy ja coś postanawiam, tak robię. Podniosłam się i przysłuchując się uważnie jej rozmowom ubrałam koszulkę bez stanika i spodnie. Z tego co usłyszałam, Evon (bo chyba tak się nazywał) miał ochotę tutaj wejść i chyba dotykał dziewczyny... Kiedy pojawiłam się obok niej, miała do połowy zdjęty szlafrok, co mi się nie spodobało. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem.
- Ty?! - wręcz to wykrzyczał zabierając ręce z bioder Kamille i cofając się o krok.
- Chyba ci coś mówiłam - mruknęłam idąc w jego kierunku. Dziewczyna chciała mnie zatrzymać, ale przeniknęłam przez jej rękę jak to duch i szłam w kierunku chłopaka, który się cofał.
- Odpi*rz się - powiedział, a jego oczach widziałam strach. Nie zatrzymywałam się, denerwowało mnie to, że się nie posłuchał, dotykał Kamille, a ona nawet na to nie zareagowała. Denerwował mnie jego strach, oznaka słabości, bezradność dziewczyny stojącej za mną... wszystko.
- Urwę ci ręce przy samej du*ie, za dotknięcie jej. Za drugim razem powieszę cię za chu*a, a potem wsadzę pistolet w du*ę - zacisnęłam pięści i stałam się materialna. Zabije go. Normalnie go zabije.
Powstrzymała mnie ręka dziewczyny na moim barku. Mocno chwyciła próbując mnie obrócić w swoją stronę, ale jedynie mnie zatrzymała. Nie spuszczałam z oczu tej pokraki.
- Vivienne, zostaw go - poprosiła, a ja odwróciłam się i spiorunowałam ją wzrokiem.
- Dlaczego go bronisz? - zapytałam z wyrzutem. Nie rozumiem jej. Dalej go kocha? Jeśli tak, kłamała mi w żywe oczy o tym, co do mnie czuła. Poczułam ogromną wściekłość, na nią, na jej słowa, na samą siebie, na to, że zgodziłam się... że nie zdecydowałam się wyjechać stąd od razu.
I nagle poczułam ból w uchu i skroni. Upadłam na ziemie uderzając o framugę drugą stroną twarzy i upadając na ziemię. Bębniło i jednocześnie piszczało mi w uszach. Jakie głosy, jakby z bardzo daleko, dochodził do mnie jako nie wyraźny bełkot. Poczułam ciepło, piekący ból i krew. Czerwona ciecz spływała mi po nosie, kiedy leżałam na boku. Otworzyłam oczy, a wściekłość mną zawładnęła. Złapałam go za nogę i rzuciłam nim jednym ruchem w kierunku otwartych drzwi. Z moją nadludzką siłą wylądował na ziemi. Wstałam nieco chwiejnie i łapiąc go za włosy, wrzuciłam do środka pomieszczenia. Usiadłam na nim okrakiem, a słowa dziewczyny do mnie nie dochodziły; jak wszystko. Słyszałam tylko szum i dziwne bębnienie, pisk zniknął.
Zaczęłam go okładać po twarzy.

4.9.17

Od Kamille CD Vivienne +18

Odpięłam w końcu jej stanik, jednak go nie zdjęłam. Chciałam jeszcze chwilę poczekać. Zamiast tego wpiłam się w jej usta, biorąc jedną jej nogę w górę, by oplotła nią moje biodra, a swoją przekładając nad jej drugą. Próbowałam się w ten sposób ocierać o jej kobiecość, jednak... sama nie wiedziałam, czy tak miało być. Nasze języki tańczyły, a ja przeniosłam moje dłonie pod jej spodnie. Macałam ją po pośladkach, co jakiś czas jedno, czy dwa ściskając. Wtedy też wzdychała mi prosto w usta, a ja się tylko bardziej podniecałam. Gdy się oderwałyśmy od siebie, szybko ściągnęłam z siebie swoją bluzkę, rzucając ją gdzieś na podłogę, po czym wróciłam do jej słodkich ust. Vivienne przyciągnęła mnie do siebie, jakby prosząc, by nigdzie nie oddzielały nas przestrzenie. Nasze biusty ocierały się o siebie, gdy delikatnie posuwałam się w górę i w dół. Przez to też w końcu spadł jej stanik. Jednym ruchem palców zsunęłam spodnie z jej bioder, a całkowicie z jej tyłka. Powróciłam do ugniatania go, ciesząc się dotykiem na jej jaśniutkiej skórze. Po raz kolejny tego dnia odkleiłyśmy się od siebie, tworząc cienką stróżkę naszej śliny, która po naszych dwóch głębszych wdechach zniknęła. Skorzystałam z tej chwili i po dopięciu guzika moich dżinsów, zsunęłam je na dół, ukazując białe koronkowe majtki. Zaraz po tym powróciłam do warg czarnowłosej, zdążając tylko zdjąć jej spodnie z jej kobiecości. Kątek oka zobaczyłam czarny kolor, jednak nie zważałam na inne dodatki. Po przyklejeniu się do niej lewą dłoń zatrzymałam na jej pośladku, jednak prawą przeniosłam na przód, delikatnie masując ją tam na dole. Jakby robiła to odruchowo, podniosła swoje nogi w górę. Przeszkodziłam jej jednak częściowo, dociskając do niej swoje zgięte kolano. Westchnęła znowu w moje usta, a ja przesunęłam palce w górę, wkładając je pod jej miłe w dotyku majtki. Serio, aż się zaśmiałam w jej wargi. Jednak po chwili już się nie całowałyśmy. Przeniosłam usta na jej szyje. Składając na niej nie tylko delikatne pocałunki, lecz także robiąc jedną, czy dwie malinki, dłoń za to przesunęłam w dół, drażniąc palcami jej łechtaczkę. Robiłam to dosyć wolno, ale czuciowo. Od tamtego czasu słyszałam tylko głośniejsze oddychanie czarnookiej. Nie chciałam wkładać palca do środka, a przynajmniej nie teraz. Przyspieszyłam trochę swoje ruchy, katem oka patrząc na reakcję Vivienne.
- K-kamille... - usłyszałam w pewnym momencie jej głos. Czyżby była blisko...? Uśmiechnęłam się, liżąc jej szyję, od której nawet się nie odrywałam. I wtedy stało się coś, czego strasznie nie chciałam. Na dźwięk dzwonka do drzwi, momentalnie wszystkie moje ruchy zamarły, a ja sama podniosłam głowę w górę. Po ponownym jego rozbrzmieniu przeklęłam pod nosem. W takiej chwili? Serio?!

<Vivienne?>

24.8.17

Od Vivienne cd. Kamille

Na te słowa momentalnie zesztywniałam, poczułam jak moje ciało coś paraliżuje, tylko co? Strach? Przed czym? Zazwyczaj (zawsze) kiedy dochodziło do stosunku ze Snow'em, wyglądało to mniej więcej tak: albo bez ostrzeżenia któreś z nas się wpijało w drugiego, właził mu do łazienki bez uprzedzenia, albo od razu do łóżka i najczęściej pod kołdrą. A tutaj na dźwięk jej słów momentalnie zesztywniałam, strach przed nową rzeczą? Nie wiem czy to można by nazwać rzecz... Zazwyczaj to ludzie przede mną czuja się spięci, próbują uciec ode mnie wzrokiem, unikają mnie... a teraz stało się coś kompletnie innego; tak się właśnie zachowuje przy Kamille. Może rzeczywiście coś do niej czuje, ale wiem, że to złe? Tak jakby mój mózg kłócił się z moim sercem i miało właśnie takie skutki.
Czułam jej dłonie na plecach, jedno nie daleko pośladków. Czułam w miejscu jej rak ciepło, przyjemne i rozchodzące się po moim całym ciele. Czułam, jak moje policzki zaczynają piec. Zamknęłam oczy i próbowałam się opanować, a tym bardziej rozluźnić.
- Jak... - powiedziałam cicho, bardziej do siebie. Otworzyłam lekko oczy i zauważyłam jej uśmiech. Znowu poczułam się spięta.
- Zobaczysz, tylko musisz się odprężyć - powiedziała spokojnym głosem, jednocześnie tak uspokajającym, że wyłączyłam myślenie, a moje ciało automatycznie się rozluźniło. Mięśnie nie były już spięte, a ja sama objęłam Kamille i pocałowałam ją namiętnie. Dziewczyna wzięła to za zgodę, dlatego odwzajemniała pocałunek jedną ręką zjeżdżając do prawego pośladka i go delikatnie masując. Westchnęłam cicho, drugą rękę wsadziła po koszulkę i wędrowała nią po plecach, zahaczając o zapięcie od stanika. Kiedy zabrakło mi tchu odsunęłam się niechętnie od jej ust, a ona lekko zacisnęła palce na pośladku uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam ten uśmiech czując jak się do mnie przybliża. Odsunęłam się do tyłu stykając się po chwili ze ścianą. Naparła na mnie swoimi piersiami, a ja starałam się nie spinać, chociaż to było trudne. Jak już jej to powiedziałam, nigdy nie współżyłam z dziewczyną i nawet jeśli głowa podpowiada mi jak to robić, to jednak wstydzę się nawet o tym myśleć. Zdjęła moją koszulkę i zaczęła całować po szyi. Spięłam się, a ona się lekko ode mnie odsunęła i spojrzała mi w oczy. - Jeśli nie chcesz... - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Chce, tylko... wstydzę się - ostatnie słowa dodałam tak cicho, że nie byłam pewna, czy aby je na pewno usłyszała. Ale była wilkołakiem, takie rzeczy w jej uszach się słyszy, dlatego jeszcze szerzej się uśmiechnęła i mnie pocałowała.
- Jesteś taka słodka - wyszeptała mi w usta obejmując mnie i podnosząc do góry. Instynktownie oplotłam nogi wokół jej bioder obejmując także ramionami jej szyję i chowając twarz w jej zgięciu, aby nie musiała oglądać moich czerwonym polików. Trzymając mnie za pośladki odeszliśmy od ściany. Położyła mnie delikatnie na łóżku, a kiedy ją puściłam dotykając plecami miękkiego materacu, zawisła nade mną. rumieńców za nic nie mogłam się pozbyć, tym bardziej, że leżałam przed nią bez koszulki, a ona prowokacyjnie zahaczała o mój stanik.

22.8.17

Od Kamille CD Vivienne

Tak dobrze było mi razem z nią. Nie chciałam już jej opuszczać na krok, zostać z nią na zawsze. Nawet w tym salonie, gdzie wyraźnie pachniało kotami. Choć teraz miałam nadzieję, że żadne z moich skarbów nam nie przeszkodzą. Dotykałam wargami jej słodkie usta, rozkoszując się ich smakiem. Minął zaledwie jeden dzień, no, może trochę więcej, jednak wiedziałam, że tęskniłam za tym smakiem. A myśl, że prawie codziennie będę mogła znowu go doświadczać... szczęście w moim sercu nie znało granic. Przeniosłam ręce z jej pleców na biodra. Przybliżyłam bardziej swoje ciało do jej, minimalnie wyczuwając jej spięcie. Nic nie zrobiłam, oprócz powolnego oderwania się od jej warg. Chwilę popatrzyłam w jej prześliczne oczy. Uśmiechnęłam się, sięgając dłonią do kosmyka czarnych włosów i założyłam je za jej lewe ucho. Przejechałam dłonią po jej policzku. Jest taka śliczna i słodka zaraz... Chcę ją tylko dla siebie, nikomu nie oddam. Zaśmiałam się w duchu na swoje dziwne słowa. Gdybym powiedziała to na głos, pewnie by mnie wyśmiała. Znowu wpiłam się w jej usta, kładąc rękę z powrotem na jej biodrze. Gdy rozchyliła swoje wargi, skorzystałam z tego i zawędrowałam językiem do jej, dzięki czemu od razu zaczęły tańczyć wokół siebie. Czułam się tak, jakby nic w tej chwili więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Oplotłam dłońmi jej ciało, znowu się do niej dociskając. Pragnęłam jej całej. Ciała, ust, języka, oczu... Wszystkiego. Jednak nie chciałam tego wszystkiego zaczynać bez jej zgody. Bo może nie chce? Może się boi, wstydzi, czegoś obawia? Albo ma okres? Zabawne... Jakoś nigdy nie potrzebowałam zgody od kogoś, by się z nim przespać. Choć w moim związku to Evon dominował i to on brał pełną odpowiedzialność za nasze wybryki... Ta sytuacja naprawdę jest dziwna. Gdy zaczynało brakować mi powietrza, odkleiłam się od Vivienne. Chwilę stałyśmy tak w swoich ramionach, patrząc na siebie nawzajem. Wyglądała tak bardzo niewinnie... Jednak wiedziałam, co potrafi. Bo ten duszek, czy tam mgiełka, w którą potrafi się zmieniać... zwykłe to nie jest. A jej umiejętność wchodzenia do cudzych snów... Gdzieś w głębi serca byłam tym lekko przerażona, a tak to wypełniało je fascynacja. Wtem zauważyłam na jej policzkach naprawdę ledwo widoczne rumieńce. No zaraz nie wytrzymam przez nią...
- Vivienne... - zaczęłam, przesuwając swoją lewą dłoń niżej jej ciała. - Chcę to z tobą zrobić - powiedziałam. Miałam nadzieję, że będzie wiedziała, o co chodzi, jednak fakt, że aktualnie jedną dłoń trzymałam na prawie jej pośladku, powinien ją naprowadzić na dobrą drogę.

<Vivienne?>

18.8.17

Od Vivienne cd. Kamille

Zacisnęłam wargi w wąską kreskę patrząc w jej oczy, które miałam zamknięte. Milczałam. Kocha mnie? Na prawdę? Cienia, ducha, które prawie ją zabiło w lesie przy pierwszym spotkaniu? Dziewczynę, która najprawdopodobniej zniszczyła jej przyjaźń z trojgiem ludzi? Płatnego morderce? A zaraz... nie wie o tym. Dużo rzeczy nie wie i nigdy się nie dowie. Nigdy w życiu nie powiem jej ilu ludzi zabiłam, ile wzięłam za to kasy, jaki biznes prowadziłam ze Snow'em, ani co czułam robiąc te wszystkie rzeczy... wzięłaby mnie potwora, a ja... chyba...
- Ja nie wiem co czuje, ale też nie mogę przestając o tobie myśleć. To też musi być coś wyjątkowego, ale ja nie wiem co to miłość - odpowiedziałam w końcu. Kamille uniosła powieki patrząc mi prosto w oczy, a gdy je zatknęła przyłożyła swoje czoło o moje. Zobaczyłam na jej twarzy uśmiech.
- Nauczę cię. Jeśli dasz mi szansę - ponownie zamilkłam. Przychodząc tu nie oczekiwałam takiego obrotu sprawy. Chciałam z nią porozmawiać i nawet jeśli nie wiedziałam jak, nie sądziłam, że ona... może coś do mnie czuć.
- Nie możesz wszystkiego poświęcać dla mnie. Nie możesz rezygnować z życia, które prowadzisz, dla takiego kogoś jak ja. Mówię ci, nie warto. Nie wiesz o mnie wszystkiego - poczułam się winna. Jeśli na prawdę mnie kocha, zniszczy sobie życie. Na mnie nie warto poświęcać czasu, które można zużyć na polepszenie swego życia. Ja mogę jej przysporzyć samych kłopotów.
- A jeśli ja chce? - zapytała, a w jej głosie usłyszałam ciche załamanie. Zagryzłam wargę.
- To złudne uczucie. Zniknie z czasem, znajdziesz kogoś lepszego.
- Kiedy ja nie chcę nikogo innego? - zapytałam mocniejszym głosem odrywając swoją głowę do mojej i patrząc mi głęboko w oczy. Widziałam w nich smutek. Sama byłam zmieszana, nie wiedziałam co robić.
- Kamille - westchnęłam. Co powiedzieć? - Ja nie jestem normalną osobą. Mogę ci przysporzyć kłopotów. Wielu.
- To co, to nie zmieni moich uczuć - powiedziała. Ponownie westchnęłam i złapałam jej podbródek. Uniosłam go lekko do góry, kiedy zniżyła głowę. Spojrzała na mnie delikatnie zaskoczona. Poluzowałam wargi, przestając je zaciskać i zagryzać.
- To cię zaprowadzi na złą drogę - powiedziałam. - Mogę zostać, być z tobą, ale z czasem możesz tego pożałować. Przeze mnie możesz stracić przyjaciół, jeśli nie pracę. Nie mam zbyt dobrego charakteru, nie mówiąc o swoim upodobaniach. Mogą cię nawet wyrzucić ze szkoły, nie jestem dla ciebie dobrą osobą - mówiąc to marzyłam sobie, że jest inaczej. Że chodzę do szkoły, czy nawet do pracy, mam przyjaciół, mieszkanie... i miłość. Tak jak ona. ale ja nigdy tego nie miałam i mogę nie mieć. A boje się, że ona to przeze mnie wszystko straci.
Mimo tego musiałam ją pocałować. Nim zda sobie sprawę, jaki błąd życiowy popełnia, chcę spróbować. Może to mi wyjdzie na dobre? Jeśli nie, zniknę i nie będę jej uprzykrzała życia. Jeśli nic złego jej się nie stanie. W rzeczywistości bez Snow'a nie poradzę sobie w interesach i tego się boje. Boje się, że podejmę ryzyko, które ściągnie na nas nieszczęście.

14.8.17

Od Kamille CD Vivienne

- Do zobaczenia, Kami - powiedziała April, machając do mnie. Odmachałam jej, idąc w swoim własnym kierunku, gdzie ona szła w zupełnie innym. Bezdennie gapiłam się w chodnik przede mną, jakimś cudem omijając przechodniów, których i tak było w znikomej ilości. W końcu był wieczór, ja i brązowowłosa zamknęłyśmy kawiarnię i teraz rozdzieliłyśmy się do swoich domów. Co robię jutro? Nie mam zmiany, na wykłady nie mam zamiaru pójść... Zbyt wielka szansa, że spotkam tam bliźniaków z Martyną. I tak na razie nie mam głowy do poważniejszej rozmowy z kimkolwiek. Więc czemu umówiłam się na jutro z Vivienne? Zaśmiałam się cicho. To jest bardzo dobre pytanie. Cholera, przecież to oczywiste, że chcę ją zobaczyć może nawet ten ostatni raz. Tylko co miałabym jej powiedzieć? Że będę tęsknić? Żeby dobrze jej się tam wiodło? Że coś do niej... czuję? Zachowuje się normalnie jak jakaś niedorobiona nastolatka. Momentalnie przed moimi oczami pojawił się obraz jej twarzy. Jej piękne ciemne oczy, jej warkoczyki, w których momentami wygląda jak nastolatka... a w końcu nią nie była. Jakby nie patrzeć, dziewięćdziesiąt dziewięć to dość duża liczba. O wiele większa od mojej dziewiętnastki.
- Przepraszam - powiedziałam ze skruchą, gdy w końcu nieszczęśliwie zderzyłam się z pewnym mężczyzną w garniaku. Podniósł kapelusz ze swojej głowy, tym gestem również mnie przepraszając. Ruszyłam dalej przed siebie. Muszę przestać myśleć o tej dziewczynie, bo kiedyś źle to się dla mnie skończy.

Włożyłam klucz do zamka, przekręcając go i otwierając tym samym drzwi. Znajdując się już w środku, zdjęłam swoje buty oraz odłożyłam torbę na szafkę obok. Zajrzawszy do salonu, stanęłam w miejscu. Centralnie na środku pokoju nad ziemią unosił się czarny obłoczek, który kogoś mi przypominał. A gdy zaczął się przemieniać w osobę, już byłam pewna, kto to.
- Vivienne... Co ty tu robisz...? - spytałam, zdziwiona jej obecnością u mnie w domu. Ciekawi mnie to, ile już tutaj jest... Jeśli dobrze pamiętam, to nie lubiła kotów, a w końcu Tobio i Lie należeli do tego gatunku ssaków. Gdy dziewczyna już w całości stanęła przede mną, nabrała wielki wdech. Czyżby się stresowała? Zaśmiałam się w duchu. Jasne, jeszcze czego.
- Nie mogłam czekać do jutra. Muszę z tobą porozmawiać dzisiaj, teraz - w końcu powiedziała. Otworzyłam usta, by o coś się jej zapytać, jednak... Słowa ponownie tego dnia nie chciały mi przejść przed gardło. Zdołałam się tylko uśmiechnąć. Zrobiłam pierwszy, niepewny krok w stronę sylwetki brunetki. W pewnym sensie cieszyłam się, że przyszła, wleciała czy cokolwiek zrobiła, by jeszcze dzisiaj się ze mną spotkać. Mnie też nie chciało się już czekać, szczerze mówiąc.
- Chcę tylko wiedzieć... Co o mnie myślisz? - usłyszałam pytanie od niej. Co... o niej myślę? O niej całej? Tak jak teraz tu stoi? Już nie mogłam zapanować nad swoim ciałem. Szybko do niej podeszłam i objęłam jej ciało rękami, tym samym się do niej przytulając. Nie widziałam, jak na to zareaguje, jednak nie obchodziło mnie to. Oparłam brodę na jej ramieniu, przymykając oczy.
- Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ja spędziłam ostatnią noc. Przewracałam się z boku na bok, śniąc o nas... naszej przyszłości razem - szepnęłam. W jakiś sposób wyczułam spięcie między nami, jej ciała. Zbliżyłam usta do jej ucha, delikatnie rozwierając powieki. - Jesteś dla mnie ważna. Nie wiem, czy to miłość, jednak nie mogę wygonić cię z mojego umysłu, z moich myśli - wyznałam. Mocniej ją ścisnęłam, choć dla niej, to mogło być trochę za mocno. W końcu miała takie delikatne i kościste ciałko... - Teraz mam tylko jedną prośbę - znowu szepnęłam, czując, jak łzy powoli zbierają się w moich oczach. Odsunęłam usta od jej ucha, próbując spojrzeć na twarz Vivienne. - Nie wyjeżdżaj ze Snowem. Zostań ze mną, proszę. Zamieszkajmy razem. Tutaj, w tym mieszkaniu. Zrezygnuję ze studiów, będziemy spędzać razem więcej czasu - powiedziałam, nawet nie spuszczając wzroku z jej prześlicznych ciemnych oczu. - Tylko nie marz, że wyrzucę moje kociaki. Nigdy w życiu - zaśmiałam się. Źle się czułam z tym, że nie dopuszczałam jej do głosu, jednak w tym momencie mnie to nie obchodziło. Chciałam powiedzieć jej wszystko, co leżało mi na wątrobie. A tam zostało jeszcze jedno zdanie, choć nie miałam co do niego stuprocentowej pewności, że będą prawdziwe. Jednak muszę je powiedzieć. A czemu? Bo tak podpowiadało mi serce.
- Vivienne... Jednak cię kocham - wyznałam, stykając ze sobą czubki naszych nosów. Po tych słowach miałam straszną ochotę ją pocałować. Jednak wiedziałam, że w tej chwili to byłoby za dużo i dla niej, i dla mnie.

<Vivienne?>

2.8.17

Od Vivienne cd. Kamille

Wyszłam z kawiarni w głowie słysząc jej słowa. Spotkać się z nią, ten ostatni raz... może trzeba? Może to mi pomoże w rozterce, jaką w tej chwili przeżywam? Ale jeśli chciała się spotkać, to może mnie nie nienawidzi? Może jest ta mała, wręcz znikoma szansa, że... z tego by coś wyszło? Ale nie mogę. Zniszczyłabym jej życie swoim charakterem odcinając ją od wszystkich przyjaciół, których nie cierpię, możliwe, że narobiłabym jej kłopotów, gdybym się wkurzyła i kogoś przypadkiem zabiła. Po za tym ukrywałabym przed nią wiele rzeczy... miałabym tajemnice... nie mogę ufać osobie, którą tak krótko znam. Szkoda, że serce się nie słucha i robi co chcę.
- Musiałeś do niej podejść? - zapytałam idąc obok Snow'a.
- Musiałem zapłacić - powiedział z lekkim uśmiechem. Pokiwałam ironicznie głową mrucząc pod nosem. Niech go szlag. - Ale co się złościsz? Pogadacie sobie, ja bym czuł ulgę, że mógłbym z drugą osobą sobie wszystko wyjaśnić.
- Ale co ja mam wyjaśniać?!
- Ty już wiesz - szturchnął mnie w ramię.
- Ale po co? Za tydzień wyjeżdżamy - założyłam ręce na krzyż.
- No właśnie. Masz mało czasu, a nie mam zamiaru cię w żaden sposób pocieszać czy coś.
- A czy ja jestem smutna?
- Oj, już się zamknij - mruknął uderzając mnie w tył głowy. Zabije go kiedyś, normalnie uduszę, kiedy będzie spał. W milczeniu przeszliśmy z powrotem do domu. Chłopak od razu rzucił się na kanapę i włączył telewizor. Usadowiłam się obok niego.
- I co ja jej niby powiem? - zapytałam. Skoro jest taki mądry, to niech mi powie, bo moja głowa jest aktualnie pusta. Snow westchnął i odwrócił się w moją stronę.
- Ale jesteś problematyczna... Nie sądziłem, że będziesz miała takie problemy z przyznaniem się do uczuć - zaśmiał się. Nie odpowiedziałam, nawet na niego nie spojrzałam. - Kochasz ją? Dobrze wiem, że wolisz dziewczyny, a ta cała Kamille nie jest taka brzydka - no tak, tacy są faceci. Patrzą przeważnie na wygląd, ale słysząc to z jego ust miałam ochotę go uderzyć. Mimo, iż miał rację, to jednak nie chce, aby o niej tak mówił; czułam się, jakby chciał ją przelecieć.
- Sam powiedziałeś, że jestem problematyczna, więc skąd mam wiedzieć, czy ją kocham? Po za tym wyjeżdżamy, a ja jestem mordercą - wpatrzyłam się w niewidzialny punkt na podłodze.
- Dobra, wiem - Snow się wyprostował i wstał. - Myślisz ciągle o niej? - pokiwałam twierdząco głową po krótkim namyśle. Rzeczywiście, ciągle siedziała mi w głowie. - Świetnie, chodź, weźmiemy razem kąpiel - po tych słowach skierował się w stronę łazienki. Chwilę milczałam.
- Nie mam ochoty - chłopak stanął i z uśmiechem skierował się w moją stronę.
- Nie jesteś głupia.
- I to ma być ta twoja pomoc? - prychnęłam kiedy szedł z powrotem na kanapę i przełączał kolejno programy.
- Tak. Byłem w Kalifornii i poznałem cudnego chłopaka. Niższy, słodki, piękny. Myślałem ciągle o nim, nawet się z nim przespałem, a na seks z tobą już nie mam ochoty. Miałem dokładnie ten sam problem co ty, tyle, że ja od razu przyznałem się do uczuć, a ty na chama szukasz przeszkody. Nie musisz ze mną jechać, będę zajęty moim Louis'em, a ty zostaniesz sama.
Kiedy oglądał zastanowiłam się nad jego słowami. Może miał rację? Muszę z nią porozmawiać. Nie będę czekała do jutra. Zaczekam w jej domu.

<Kamille?>

Od Kamille CD Vivienne

Chłopak poszukał chwilę w kieszeniach, po chwili wyciągając w moją stronę banknot. Wcisnęłam odpowiedni przycisk, otwierając tym samym kasę. Włożyłam pieniądze do środka, biorąc resztę.
- Pańska reszta oraz rachunek - rzekłam, podając mu drobniaki. Na szybko rzuciłam mu jeszcze w dłonie dwie paczki miętowej gumy Orbit.
- Za tydzień wyjeżdżamy z wyspy - nagle powiedział, chowając to wszystko do swojej kieszeni. Moja głowa gwałtownie poszła w górę i martwym wzrokiem wpatrywałam się w jasnowłosego. Nie, to niemożliwe. Żartuje.
- Vivienne też? - mimowolnie zapytałam. Gdy skinął głową, całe moje ciało jakby odrętwiało. Nie... Nie!
- Powiedziała mi wszystko o was. Jeśli chcesz coś jej powiedzieć, to zrób to jak najszybciej - rzekł, po czym skierował się w stronę wyjścia z kawiarni. Już chciałam krzyknąć, by się zatrzymał, poczekał chwilę. By wytłumaczył mi, czemu to robią. Vivienne nic mi przecież o tym nie mówiła. Czemu? Zaraz, przecież... Snow wyjechał. A teraz już był. Czyżby wrócił tylko po to, by zabrać Vivienne i z nią wyjechać? Jednak ona mówiła, że on woli chłopców. To, czemu czułam w sobie tę zazdrość na myśl, że za tydzień mogłaby być gdzieś daleko. Wszędzie, poza tą wyspą. Spojrzałam na siedzącą jeszcze czarnowłosą. Nasze spojrzenia się spotkały. Ona jednak zaraz wstała i szybko zmierzyła do drzwi. Nie! Muszę ją zatrzymać! Wyszłam zza swojego stanowiska, przemierzając połowę kawiarni, by zaraz dosięgnąć swoją dłonią do ręki ciemnookiej. Odwróciła się trochę zaskoczona. Pewnie patrzyła na moje łzy, których jakoś nie zauważyłam w tamtej chwili. Szarpnęła swoją dłonią, jednak nie udało jej się wyrwać z mojego uścisku.
- Vivienne... - zaczęłam. Inne słowa nie chciały przepłynąć przez moje gardło. Tak, jakby miała w nim jakąś wielką, niewidzialną gulę. Wzięłam głęboki wdech, prostując się. Mocniej ścisnęłam jej rękę. - Spotkajmy się jutro w głównym parku o dwunastej - w końcu z siebie wydusiłam. Schyliłam głowę, a z moich ust wydobyło się ciche "proszę". Zelżałam swój uścisk, a Vivienne w końcu mogła wziąć swoją dłoń. Wyszła, tak po prostu. Już nie wiedziałam, czy coś powiedziała, czy nie. Może dziwnie na mnie tylko spoglądała? Zaśmiałam się, po jakiejś chwili się prostując kompletnie, chwytając za moje plecy. Nieprzyjemne chrupnięcie rozbrzmiało w moich uszach, jednak zignorowałam to. Nie wiem czemu, ale szeroko się uśmiechnęłam, gdy pojedyncze łzy spłynęły po moim policzku.

<Vivienne?>

31.7.17

Od Vivienne cd. Kamille

- Oby tylko zdali coś zdatnego do żarcia - powiedział Snow wygodnie opierając się o oparcie i zamykając oczy. Patrzyłam się w szybę, aby oderwać wzrok od Kamille. Nie wiedziałam co mam robić. Musiałam się nad tym zastanowić, dlatego nie miałam czasu odpowiadać chłopakowi i rzuciłam tylko szybkie "yhym". Mamy stąd wyjechać, dlaczego? Tutaj zlecenia się kończyły, a jemu kazałam znaleźć inny region, dzięki któremu moglibyśmy żyć jak królowie. I znalazł, ale musielibyśmy wypłynął z wyspy. Nie dawał znaku życia, bo nie miał jak. A nie mówił gdzie wyjeżdża, bo ma taki zwyczaj; uciekać, a potem zaskakiwać w nieoczekiwanym momencie, tak jak mnie w tamtym barze, z lekka pijaną.
Tak więc co mam teraz zrobić? Czy te pocałunki nic nie oznaczały? Gdyby tak było zwaliłabym ją na ziemię i skopałabym tak jak wtedy w lesie. No właśnie, czy mogę coś czuć do dziewczyny, którą wcześniej prawie zabiłam? I wyzywałam jej przyjaciół? To, że mogę coś czuć do tej samej płci, nie dziwi mnie, ale żeby do niej? Zawsze sądziłam, że trafi mi się jakaś ponura, taka sama jak, z chęcią do zabijania, z którą będę mogła razem wejść w nocy i się zabawić. A trafiła mi się dziewczyna, która wręcz zaraża śmiechem, jej oczy błyszczą i ma fioletowe włosy. Do tego ma narzeczonego. No właśnie, więc co tu po mnie? Ale ona go nienawidzi... A mnie? Może coś do mnie czuć? Do takiej osoby jak ja? A może ma mi za złe, że wtedy uciekłam?
- Opowiadaj - z transu wyrwał mnie głos Snow'a, który musiał mnie także kopnąć w nogę, abym na niego spojrzała. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Co? - mruknęłam.
- Co się działo, kiedy mnie nie było.
- A co się miało dziać?
- Nie wiem, ale widzę, że coś cię dręczy - skurczybyk... za dużo ze sobą czasu spędzaliśmy i teraz się doigrałam. Albo mu powiem, albo mnie zamęczy na śmierć, a on już wie jak to zrobić...
W tej chwili do naszego stolika podeszła dziewczyna. Drżącymi rękoma przeniosła kawy na stolik, unikając mojego wzroku. Widziałam jak jej ciało się trzęsło, ale dlaczego? Może się bała? Że ją znowu pobiję? Być może. Postawiła także talerze, prawie wywalając jedzenie, ale w ostatniej chwili tak ustawiła talerz, że wszystko wyglądało normalnie. Patrzyłam się na nią, na jej pełne usta, piękne oczy, które ode mnie uciekały... ale w końcu złapaliśmy ze sobą kontakt wzrokowy na parę sekund, potem szybko uciekłam do szyby. Kamille odeszła, a Snow ponownie mnie kopnął. I potem drugi raz. I trzeci.
Opowiedziałam mu wszystko.
- No to porozmawiajcie - powiedział sięgając do mojego talerza. Kiedy ja nie mogłam się uporać z połową, on zeżarł wszystko i teraz podbierał ode mnie.
- Powaliło cię - mruknęłam dźgając go w rękę. Zabrał ją i pomasował, po czym sięgnął po cały talerz i go zgarnął do siebie. - Ej!
- Nie jesz - przytulił do siebie talerz i zaczął jeść. Rzuciłam w niego widelcem trafiając w siedzenie w  które się wbiło. Nie ruszam go, niech tam siedzi. Zabawnie to wygląda. Oparłam się o siedzenie i ponownie wpatrzyłam się w szybę. Nim się obejrzałam chłopak wszystko zjadł, a potem poszedł do Kamille, która siedziała przed ladą. Nie zdążyłam nic powiedzieć, dlatego tylko chwyciłam jego widelec i w niego rzuciłam. Skubany odsunął nogę i broń wbiła się w drewniany blat. Dlaczego on do niej idzie?!

<Kamille?>

Od Kamille CD Vivienne

Serce biło mi jak oszalałe, gdy tylko powiedziała coś w moją stronę. Mimo tego, że były to dwa krótkie słowa, nie mogłam się uspokoić. Cała prawie że w skowronkach skierowałam się do drzwi prowadzących do kuchni. Była w niej nasza kucharka Glenn. Siedziała na krzesełku przy oknie, wpatrując się w niebo i paląc papierosa. Promienie słońca padały na jej białe włosy z różowymi końcówkami. Zapukałam w drzwi, a ta odwróciła się w moją stronę. Jej pomarańczowe oczy zabłyszczały, a sama odgarnęła pasmo włosów za ucho, ukazując przy tym trzy srebrne kuleczki pod jej okiem. Momentalnie zgasiła papierosa w popielniczce na parapecie i do mnie podeszła, wycierając dłonie w jakąś ścierkę.
- Dwa zestawy śniadaniowe - rzekłam. Ta skinęła porozumiewawczo głową, a ja wyszłam z jej "królestwa", jak to zwykła nazywać. Wróciłam do swojego stanowiska zaraz przy ladzie w środku kawiarni i zajęłam się robieniem kawy. Z tego, co usłyszałam od Ethana, kierowniczka wymyśliła sobie, że od teraz będziemy zaparzać czarną kawę ręcznie. Nie no, spoko. Zrobiłam wszystko tak, jak pokazywał mi wcześniej czarnowłosy.
- A ty co taka szczęśliwa? - usłyszałam za sobą głos April. Lekko się spięłam z zaskoczenia, jednak zaraz znowu rozluźniłam. Spojrzałam na nią przez ramię. Opierała się o framugę drzwi prowadzących do pomieszczenia służbowego. Miała ten swój chytry uśmieszek na twarzy.
- A nic takiego - powiedziałam, o mało co nie wylewając kawy. Ta mruknęła coś tylko, stając obok mnie i z zainteresowaniem spoglądając na prawie pustą salę.
- To ten w białych włosach? - nagle spytała. Moje ruchy zamarły, a mój wzrok przeniósł się na jej rozchmurzoną twarz. Pokiwałam energicznie głową na boki, dając (a raczej próbując dać) jej do zrozumienia, że nie ten. Wiedziałam, o co jej chodzi. April była jedną z tych nielicznych ludzi, którzy wiedzieli o Evonie, jako moim byłym narzeczonym, który mnie zdradził. Oczywiście wszyscy myślą, że przespał się z inną, choć tak naprawdę zdradził mnie w zupełnie inny sposób. Od rana byłam przymulona, teraz jakoś odżyłam... Nie mówcie, że ona pomyślała, że znalazłam sobie kogoś innego. April nic więcej nie mówiła, patrzyła tylko na mnie w ten podejrzliwy sposób. A ja w końcu skończyłam robić tę kawę. Już postawiłam filiżanki na tacy i miałam zamiar pójść do stolika, gdzie usiadła Vivienne ze swoim przyjacielem, gdy nagle w mojej głowie pojawiło się dużo wątpliwości. A może jednak nie chce mnie widzieć? Może nie chce znać? A jak nie zapanuje nad sobą i ponownie ją pocałuje? A jeśli... Niespodziewanie poczułam czyjeś dłonie na swoich plecach, które momentalnie wypchnęły mnie zza lady wprost na środek sali. Znowu prawie wylałam! Z furią w oczach spojrzałam na rozradowaną April. Potem wzięłam głęboki wdech i na delikatnie chwiejnych nogach skierowałam się w stronę tego przeklętego stolika. Dam radę!

<Vivienne?>

27.7.17

Od Vivienne cd. Kamille

- Ja chyba umarłam czy coś takiego... A co do Kamille, to spierda*aj od niej. Jest moja i koniec kropka. Jej przyjaciołom też to możesz powiedzieć. Banda kompletnych ignorantów, najgorszych durniów w mieście - mruknęłam ostatnie słowa pod nosem, bardziej do siebie, ale chciałam, żeby to wszystko usłyszał. Niech wiedzą, że jak ją skrzywdzą, to ich pozabijam.
- Kamille chyba nie chciałaby, żebyś tak mówiła o jej przyjaciołach - nadal był spokojny, ale odsunął się ode mnie. Czyżby się bał duchów?
- Jakich przyjaciołach? Takich ludzi nie ma na świecie - zaśmiałam się i łyknęłam do końca kufel piwa. Czułam się świetnie. Taka wyluzowana i wiedziałam, że nikt mi nie podskoczy, bo zabiję. Znowu zaczęłam się śmiać, mężczyzna wstał i się odsunął ode mnie.
- Ty jesteś jakaś chora - powiedział bardziej do siebie, wzruszyłam ramionami.
- Tak, psychopaci są niebezpieczni, więc jeśli cię zobaczę przy Kamille, utnę ci fiuta i wsadzę ci go do gardła, aż się udusisz - zagroziłam z radosnym uśmiechem. Kiedy zniknął gdzieś w tłumie ja poprosiłam o kolejną porcję alkoholu.
- Nie za dużo jak dla ciebie? - usłyszałam śmiech. Znajomy mi głos obił się w moich uszach przywracając mnie do rzeczywistości po części mnie wytrzeźwiając. Nie zniszczyło to jednak całego wpływu piwa w moim ciele.
- A co? Zabronisz? - prychnęłam poganiając barmana, który posłał mi niepewne spojrzenie. Chciał mi odmówić? Nie ma prawa! Ja jestem grzeczna, jeszcze nikomu nic nie zrobiłam. Jeszcze... Spojrzałam na twarz Snow'a. Na tego kretyna, który zniknął parę dni temu bez słowa.
- Załatwiałem sprawy - odparł na moje pytanie gdzie ty się ku*wa szlajałeś? Znowu się zaśmiałam.
- Niby jakie? - zapytałam biorąc do ręki kolejne piwo.
- Wyjeżdżamy stąd - powiedział dumny z siebie i sobie także zamówił, ale drinka. Stwierdził, że jeśli teraz zamówi piwo, upije się ze mną, a ja będę leżeć nieprzytomna. Kiedy zaprzeczyłam stwierdził, ze będzie mnie musiał zataszczyć do domu. Z tym się zgodziłam, nie chciało mi się iść na własnych nogach. Niech mnie poniesie.
Ale zaraz... wyjeżdżamy? Jak to?

~~*~~

Następnego dnia obudziłam się z lekkim bólem głowy. Było już po południu, a chłopak krzątał się w kuchni. Poszłam za hałasem i pierwsze co zjadłam, to tabletkę. Czy można mieć po piwu kaca? Nie mam pojęcia, nie wiem nawet ile wypiłam... Pamiętam, że chyba rzeczywiście mnie niósł do domu, a ja do niego mówiłam grzeczny chłopiec i głaskałam go po głowie oraz drapałam za uszami. Snow usiadł przy stole zmęczony.
- Idziemy coś zjeść? Nie robiłaś żadnych zakupów i nic tu nie ma - poskarżył się. Oparłam się o blat.
- Mogłeś dać znać, że wracasz. Zrobiłabym zakupy i nie upiła się - mimo, iż to było kłamstwo, chłopak posłał mi sarkastyczny uśmiech.
- Ubieraj się, albo pójdę sam.
Gdzie zawitaliśmy? Do kawiarni, w której pracowała Kamille. Dopiero po przekroczeniu progu przypomniał mi się nasz wybryk... gdzie się całowaliśmy. Wspominałam to lepiej niż wcześniej. Teraz twierdziłam, ze było to przyjemne uczucie jak i doznanie. Może to powtórzyć? Ale... jak? Nie chcę jej robić nadziei, jeśli mamy stad wyjeżdżać. A może tu zostać? Ale jaką mam gwarancję, że uda mi się z nią? Że nie zostawi mnie od tak, albo ja się nią nie znudzę? Ze Snow'em mimo iż nie łączą nas wyjątkowe uczucia, zawsze na sobie polegaliśmy. Nie potrafiłabym go zostawić.
- Poprosimy coś na śniadanie. Byle co, jajecznicę, kanapki... cokolwiek - chłopak złożył zamówienie fioletowłosej dziewczynie, nie zbyt przejmując się tym, co mogliby nam dać. - Z tym, że ja chcę kawę - po tych słowach ruszył do wolnego stolika. Kamille ciągle mi się przyglądała, a ja jedyne co mogłam zrobić to unikać jej wzroku. Musze się zdecydować. Ona, czy on? Ale może nie muszę? Może nie ma co o niej myśleć?
- Ja też - powiedziałam bardzo cicho i poszłam do stolika zajętego przez chłopaka.

Od Kamille CD Vivienne

Poniedziałek. Tak bardzo znienawidzony przeze mnie dzień w tygodniu. Całym sercem pragnęłam tylko powrócić do łóżka w moim domu, a nie na wpół leżeć na blacie w kawiarni i powstrzymując się od całkowitego opuszczenia powiek. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś za mną staje, a potem oplata ręce wokół mojej talii i tula się do moich pleców. Już na starcie wiedziałam, że to czarnowłosy Ethan znowu próbował ze mną poflirtować. Wszędzie poznam zapach tych róż. Oparł brodę na moim ramieniu. Nie miałam zbytnio sił, by go za to zbić. Od rana doskwierała mi ospałość, a teraz nie czułam się zbytnio dobrze. Choć, gdyby pewnie w lokalu było więcej osób, bym jeszcze go mimo wszystko pogoniła. Jednak był poniedziałkowy ranek i na chwilę obecną mieliśmy samych klientów zamawiających kawę na wynos do pracy. Oferowaliśmy taką, a co. Szefowej po raz kolejny nie było, gdy miałam swoją zmianę, choć nie wiem, czy powinnam się dziwić. Niedługo bierze ślub. Oby mnie tylko nie zaprosiła... W pewnym momencie poczułam, jak mężczyzna za mną dmucha mi w ucho.
- Ethan... - jęknęłam. Bardziej ze zmęczenia, jednak on to chyba inaczej odebrał, bo poczułam, jak jego ciało się spina pod wpływem mojego głosu. Docisnął swój dół do mojego tyłka. O nie, za dużo tego. Zebrałam się w sobie i jednym ruchem obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i teraz stałam dokładnie naprzeciwko zielonookiego.
- Mógłbyś mnie w końcu zostawić? - grzecznie zapytałam, prosto patrząc się w jego tęczówki. Zamrugał oczami, jakby mnie nie rozumiejąc. Odetchnęłam powoli, wsuwając ręce pomiędzy nasze ciała i próbując go delikatnie odepchnąć od siebie. - Zrozum, że mnie nie interesujesz - wyznałam. "I nawet nie będziesz". Dostrzegłam w jego oczach coś na znak załamania, zawiedzenia. Mówi się trudno. Gdybym była w humorze, pewnie jakoś bym mu nakłamała, że dalej mam dołka po zdradzie mojego byłego i w ogóle. Jednak w tej chwili nie miałam ochoty na kłamstwa. A prawdy mu też nie powiem. Bo jak by brzmiało zdanie: "Wybacz, ale nie chcę rozczarować dziewczyny, na której mi zależy"? "Zależy"... Czy na pewno tak czuję w odniesieniu do Vivienne? Po jej wczorajszym wyjściu... Czemu ona to w ogóle zrobiła? Wyglądała na jakąś taką... roztrzęsioną, niepewną czegoś. Jednak ja czułam się tak, jakbym straciła rękę. Lub Tobio i Lie. Potem cały dzień przeleżałam w łóżku i próbowałam zasnąć, co marnie mi szło przez fakt, że zadręczałam się myślami, a nawet i wizjami mnie z Vivienne razem. W łóżku. W parku, jak razem szłyśmy, trzymając się za ręce. Jak bardzo dziwnie by to wyglądało? Jednak, gdy usłyszałam ze ślicznych ust czarnowłosej, że dobrze całuję... nie mogłam w to uwierzyć. W głębi mnie powstała jakaś nadzieja, że może tak do końca nie jestem jej obojętna i nie było to nasze ostatnie spotkanie. Ostatni pocałunek. Poczułam ulgę, gdy Ethan sobie w końcu odpuścił i mnie zostawił, kierując się w stronę pomieszczenia dla pracowników. W tej chwili byłam przekonana co do jednej rzeczy. Że chcę znowu ją zobaczyć i z całej siły móc ją przytulić, jakoś przeprosić za tamto podczas oglądania bajki. Wtem usłyszałam, jak drzwi od kawiarni się otwierają. Przybrałam na twarzy uroczy uśmiech i już miałam przywitać nowego gościa w lokalu, gdy momentalnie zamarłam. Ja rozumiem, że bardzo chciałam ją zobaczyć i w ogóle, ale nie chodziło mi, że od razu! W dodatku nie była jednak sama. Najwidoczniej jej białowłosy przyjaciel w końcu wrócił z tej swojej wycieczki krajoznawczej. Zarąbiście...

26.7.17

Od Vivienne cd. Kamille

Skuliłam nogi. Co tu tak właściwie zaszło? Mam lepsze pytanie: co by tu mogło zajść, gdyby nie kot?
Moja nienawiść do kotów nieco się zmniejszyła, bynajmniej do tego futrzaka, który to przerwał i zaczął łazić po jej laptopie. Do czego ja pozwoliłam? Co ja tu robię?! Moją głowę zaprzątało milion pytań. Wśród nich znalazłam także: czy ona mi się podoba? Czy może tak bardzo brakuje mi Snow'a i kontaktu, że chciałam to zrobić z dziewczyną? Musi być na to wszystko jakaś odpowiedź, ale ja się bałam ją poznać. Zamiast się nad tym zastanawiać spojrzałam na kota dziękując mu w duszy. Pierwszy raz uznałam, że koty to nie samo zło. Jednakże... z drugiej strony... sama to mogłam zakończyć, więc dlaczego tego nie zrobiłam? Może ona na mnie tak jakoś zadziałała? Jest wilkołakiem, nie wiem jakie ma moce, może użyła na mnie jakiejś hipnozy?
- Ja już powinnam chyba pójść - powiedziałam pospiesznie i wstałam. Kamille tylko mi się przyglądała głaszcząc kota trzymanego w ramionach. Mam dziękować tej włochatej kulce, czy może rzucić go pod koła? A może ja jednak nie żałuje tego? W końcu sama na to pozwoliłam. Dziewczyna miała takie słodkie wargi... i tak dobrze całowała... Lepiej niż Snow, muszę przyznać, chociaż na początku mogło się obejść bez gryzienia, gdyby nie była tak nachalna.
Stałam chwilę przed kanapą, aż w końcu przybrałam postać ducha. Podleciałam do okna i je sobie otworzyłam. Miałam zamiaru dzisiaj zapolować na czyjąś duszę, posmakować czyjegoś ciała i się na czymś wyżyć, tym samym się uspokajając.
- Viv, czekaj... - odwróciłam się w jej stronę.
- Vivienne - poprawiłam ją. Gdyby któryś z jej przyjaciół czy przyjaciółek tak by mnie nazwali, zamordowałabym ich. Po to mam i przedstawiam się pełnym imieniem, aby nie mówić do mnie jakimiś skrótami, nie ważne jak bardzo by pasowały. Mam imię i niech to każdy uszanuje. - Dla tych swoich "przyjaciół" - ostatniego słowa nie potrafiłam powiedzieć poważnie, musiałam użyć sarkazmu - powiedz, że ich nie lubię. Są kompletnymi idiotami i nie zasługują na twoją przyjaźń - miałam zamiar już wylecieć z mieszkania, ale zatrzymałam się w połowie. - A ty... dobrze... - no dalej, dasz radę, niech wie... - całujesz - dokończyłam i w sekundę zniknęłam, a w drugiej sekundzie pojawiła się w innej dzielnicy.
Usiadłam na ławce jako człowiek i nabierałam dużo powietrza do płuc. Musiałam ochłonąć i nie myśleć o niej, o tym zdarzeniu, o całowaniu się... bo kto wie na czym by to się skończyło? Na seksie z kobietą? Jak już jej powiedziałam, nie robiłam tego z tą samą płcią i nie jestem pewna, czy jestem gotowa na taki krok. W końcu to miał być stosunek, a nie przechadzka po parku. Oparłam głową na rękach, a łokcie na kolanach i zacisnęłam usta w wąską kreskę. "Walić to, do niczego nie doszło" wmawiałam sobie, a kiedy w to uwierzyłam okłamując tym samym swój mózg, ruszyłam do najbliższego baru, aby się napić.
Trzymałam w dłoniach kolejny kufel piwa. Nie mam pojęcia który to, ale kiedy próbowałam dojść do toalety, wywróciłam się raz, a dwa razy uderzyłam w kogoś... ale w ścianę. Nie wiem. Czułam się za to wyluzowana, już nic mnie nie martwiło. Nie przeszkadzali mi nawet faceci siedzący obok mnie. Gadali o czymś, ale ja ich nie słuchałam. A kiedy się do mnie zbliżali, lub chcieli dotknąć, przelatywali przeze mnie. Nieświadomie zamieniłam się w ducha - to znaczy, że mój mózg po części jeszcze reaguje, skoro sam postanowił użyć samoobrony. Może i dobrze. Pochłaniałam kolejne piwa, kiedy przede mną usiadła znajoma twarz; Evon. Takiego manipulanta nie można było zapomnieć.
- Czego? - zapytałam. Miałam nieco zamglony wzrok, ale byłam świadoma jego obecności i rozróżniałam rysy twarzy.
- Co tak ostro? Chciałem się tylko napić, a skoro siedzi tu moja koleżanka - zaśmiałam się prawie nie wywracając z krzesła.
- A gdzie ona siedzi? Bo jej nie widzę - wstałam dopijając ostatni łyk.
- Właśnie wstała - nie dawał się wyprowadzić z równowagi, punkt dla niego. - Mam małe pytanko dotyczące naszej Kamille - zaczął próbując mnie objąć w talii, ale niczego nie dotknął. Jego ręka tak jak pozostałych przeleciała przez moje ciało, a ja poczułam nieprzyjemne dreszcze. - Ku*wa... czy tym jesteś? - zapytał, na co wzruszyłam ramionami.
- Ja chyba umarłam czy coś takiego... A co do Kamille, to spierda*aj od niej. Jest moja i koniec kropka. Jej przyjaciołom też to możesz powiedzieć. Banda kompletnych ignorantów, najgorszych durniów w mieście...

<Kamille? Wybacz za te wyzywanie, ale jest pijana xd>

24.7.17

Od Kamille CD Vivienne

Nie potrafiłam się od niej oderwać. Błąd. Nie MOGŁAM się od niej oderwać. Była taka słodka, taka ponętna i pociągająca, że... No po prostu nie mogłam! Aż się podnieciłam. Siedziałam na Vivienne, ciągle ją całując. Nie obchodziło mnie to, że powoli brakło mi powietrza. Nie chciałam kończyć naszego pocałunku, oj nie. Jednak trochę dziwnie się czułam, robiąc to z kobietą. Jedyną osobą, z którą byłam kiedykolwiek tak blisko, był Evon. Przez dobre dwa lata. Tyle czasu w przekonaniu, że kobiety mnie nie interesują. A teraz co? Badałam językiem środek jej buzi, a dłonie z jej boków powoli przesuwałam na plecy, wędrując nimi pod bluzkę. Dotknęłam jej zimnej skóry, przez co najwidoczniej przeszedł ją dreszcz. Westchnęłam w jej usta, delikatnie poprawiając się na jej nodze, na której aktualnie siedziałam. Moje ręce poszły w górę i od razu znalazły zapięcie od jej stanika... zaraz, nie. To nie ma zapięcia? No cóż... Wyjęłam spod jej bluzki dłonie, znowu kładąc je na jej biodrach. Na chwilę oderwałam się od ust czarnowłosej. Dostrzegłam cienką linkę śliny, łączącą nasze języki, choć po chwili i tak się przerwała. Trochę dyszałam, biorąc coraz to większe hausty powietrza. Wzięłam głęboki wdech, po czym ponownie wpiłam się w jej delikatne usta. Nie protestowała. Nasze języki od razu się odnalazły, tańcząc między sobą. Ja za to popchnęłam dziewczynę na plecy, a ona westchnęła. Niby się uśmiechnęłam, jednak zaraz spoważniałam. Tym razem poszłam rękami w dół, wsuwając palce pod jej spodnie. Nic mi nie zrobiła, jednak gdy rozchyliłam powieki, mogłam dostrzec lekkie niezadowolenie na jej twarzy. Nic sobie z tego nie zrobiłam, przesuwając dłonie na jej pośladki. Gdy już chciałam je ścisnąć, usłyszałam po swojej lewicy jakieś dźwięki. Zdziwiona natychmiast oderwałam się od czarnookiej i podniosłam głowę w górę. Ktoś włączył film! Spojrzałam na klawiaturę od laptopa.
- Lie! Złaź z tego! - zawołałam. Ten spojrzał na mnie, jednak nic sobie z tego nie zrobił. Tak nie będziemy się bawić. Pospiesznie wstałam z Vivienne, cudem omijając spotkania ze szklanym stolikiem i dębową podłogą. Dłońmi sięgnęłam po szarego kociaka, zatrzymując spacją końcówkę Shreka. Lie zamiauczał z dezaprobatą, że mu zabawę zepsułam. Wzięłam go w dwie ręce, złapałam go pod przednimi łapkami i podniosłam na wysokość mojej twarzy.
- Tyle razy ci mówiłam, że nie wolno chodzić po laptopie... - powiedziałam. Ten tylko zamrugał, zaczynając się powoli wiercić. No jak do ściany! A mógł coś zepsuć. Ma ostre zęby i pazurki i nie wiadomo, co takiego kociakowi przyszłoby do głowy. Wzięłam go w ramiona, by zaraz nie spadł na podłogę. Wtedy sobie o czymś przypomniałam. Vivienne... Odwróciłam się do niej. Już nie leżała, siedziała na narożniku na wprost telewizora ze zgiętymi nogami i oplecionymi wokół kolan dłońmi. Jej twarz skryta była w spodniach i wpatrywała się we mnie swymi dwoma czarnymi paciorkami w postaci oczu.
- Viv, przepraszam, ale gdyby nie Lie to... - jakoś zaczęłam i nie potrafiłam skończyć. Bo gdyby nie Lie, to co? Dalej bym ją całowała? Obmacywała? Może w końcu uprawiałybyśmy seks? Dziewczyna tylko odwróciła swój wzrok gdzieś w stronę okna i balkonu. I cała poprzednia sytuacja poszła w cholerę.

<Vivienne?>

22.7.17

Od Vivienne cd. Kamille

Dlaczego jej z siebie nie zrzucę? Raczej nie dlatego, że leży na mnie, ale... nie chcę. Tak dobrze smakuje, chociaż wpychanie mi języka na siłę mogła darować. Dalej nie rozumiem, co tu się tak właściwie dzieje. Może to sen? Bardzo realistyczny sen... a może coś wrzuciła mi do picia? Tylko kiedy? Zacisnęłam jedną rękę na kanapie, a drugą na jej splecionej ze mną dłoni i zamknęłam oczy. Powoli się rozluźniałam, pozwalałam jej na więcej, ale kiedy przyległa do mnie piersiami znowu poczułam się spięta. W końcu obydwu nam zabrakło powietrza.
- Nic nie rozumiem - powiedziałam wpatrzona w jej jasne pełne życia oczy. W nich było coś takiego pociągającego, że w tej chwili nie potrafiłam od niej oderwać wzroku.
- A co tu jest do zrozumienia? - odparła nieco obojętnie opierając brodę na mojej klatce piersiowej. Czułam jak przyciska do mnie swoje okrągłości wraz z miednicą, co było dziwnym uczuciem... Zazwyczaj na tym miejscu był twardy tors i wybrzuszenie w spodniach Snow'a, a teraz...
- Dużo - mruknęłam pod nosem nieco mniej pewnie i odwróciłam wzrok. Kamille lekko się podniosła i schowałam głowę w moim zgięciu szyi.
- Ładnie pachniesz - stwierdziła zaciągając się moim zapachem. Przełknęłam lekko zdenerwowana ślinę. Ładnie pachnę?! Pierwszy raz spotykam się z czymś takim. Nagle wzięłam do płuc ogrom powietrza, kiedy poczułam jak liże moją szyję i ją całuje, robiła to delikatnie i bez pośpiechu, jakby jako wilkołak chciała znać dokładnie mój smak. Poczułam ciarki na plecach, a moje oddechy stały się trudniejsze. - Strasznie się spinasz - powiedziała powracając do mojej twarzy. Znowu zawisła nade mną, a jej fioletowe włosy na mnie opadły. Wbiłam głowę w oparcie, chociaż to nic nie dało, nasze twarze nadal dzieliły milimetry, a po chwili już nic. Delikatnie złożyła pocałunek.
- Bo nie wiem co robić... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, czując na sobie jej ciepły oddech. Ponowny pocałunek i zjechała znowu na moją szyję. - Kamille... - westchnęłam zaciskając jedną rękę na jej ramieniu. Podniosła się i syknęła.
- To bolało - podniosła się i zauważyłam, że siedziała na mnie okrakiem. Pomasowała sobie bolące miejsce na ramieniu, a ja odwróciłam wzrok. - Dlaczego mnie po prostu nie zrzucisz? - zapytała z wyrzutem. Uciekłam od niej wzrokiem, nie chciałam na nią patrzeć, bo wiedziałam, ze za chwilę się zarumienię, co okropnie widać na bladej twarzy jak mojej.
- Nie wiem... - mruknęłam zaciskając usta w wąską kreskę.
- Nie chcę cię zmuszać - przestałą masować bolące miejsce, teraz tylko trzymała na nim rękę, jakby się bała, że ponownie uderzę. Milczała i wbiła we mnie swój wzrok.
- Nie zmuszasz, tylko... - i znów zabrakło mi słów. Zacisnęłam oczy i się podniosłam tak, że byłam na przeciwko dziewczyny. - Ja nie wiem... - spróbowałam się wysłowić, ale nic z tego nie wyszło. W końcu oparłam głowę o nią i zamilkłam. - Nie wiem - skończyłam, bo co miałam innego powiedzieć? Bałam się? To niemożliwe, taki ktoś jak ja nie powinien czuć strachu, a tym bardziej przed takim kimś, jak Kamille. Była tyko zwykłym wilkołakiem, niczym więcej. Wiec o co mi chodzi?
- Ale ja wiem - podniosła moją głowę obejmując ją obiema dłońmi i wpatrując się w moją twarz. - Chce cię pocałować - powiedziała, na co lekko zamarłam. Powoli skinęłam głową otwierając delikatnie usta, a ona to wykorzystując wpiła się w nie. Tym razem robiła to delikatnie, ale stanowczo. Czułam jak bada moje wnętrze językiem, szukając mojego, a ja to odwzajemniłam. To było miłe uczucie. Objęłam jej szyję rękoma, a ona położyła swoje na moim wcięciu w talii.

<Kamille?>