21.1.17

Od Reika - Cd. Renesmee

Złapałem się za lekko bolący policzek i popatrzyłem na Rene, której powoli zaczęły lecieć łzy. Przytuliłem ja do siebie i otarłem je.
-Jesteś okropny... -Powiedziała odsuwając się i samemu ocierając łzy.
-Wiem. Jestem zimnym skurwysynem. Z tego żyję.
Pogłaskałem ją po głowie i zacząłem przełączać kanały w telewizorze.
-A ta w ogóle, to gdzie pracuje twój brat? -Zapytałem.
-Jest policjantem.
Już wiem co będę niedługo robić... -Pomyślałem. Popatrzyłem się na Rene która skończyła ocierać łzy i przytuliłem ją do siebie.
- C-co ty robisz...? -Powiedziała robiąc się lekko czerwona.
-Nic. Oglądamy ten film?
-Ehh... Jak se chcesz.
Wstałem, włączyłem film na DVD i wróciłem na kanapę. Po kilku minutach oglądania, Rene zaczęła się trząść z zimna. Widząc to zaśmiałem się lekko i wziąłem ją na kolana przytulając.
- Co ty...?! Eh... Przysięgam że zaraz dostaniesz ode mnie jeszcze raz...
Uśmiechnąłem się lekko i dalej oglądałem film. W końcu przysnąłem razem z nią. Rano obudziła mnie z krzykiem.
-WSTAWAJ! Mój brat zaraz tu będzie!
Zerwałem się z kanapy i przetarłem oczy.
-Co...?
-Uciekaj, albo obojgu nam się dostanie!
-Eh... Dobra... -Odpowiedziałem ze spokojem.
Podszedłem powoli do okna i usiadłem na parapecie.
-Chcesz wyskoczyć przez okno? -Zapytała ze zdziwieniem.
-Tak. Ale przed tym...
Po moich słowach przyłożyłem rękę do jej policzka i pocałowałem ją namiętnie. Rene od razu zrobiła się czerwona, a kiedy skończyłem próbowała mnie walnąć ze łzami w oczach z pięści w twarz. Wyskoczyłem szybko przez okno i w ostatniej chwili zmieniłem się przy ziemi w cień nic sobie nie robiąc. Wsadziłem ręce do kieszeni i zacząłem iśc w swoją stronę.
-HENTAI!!! -Krzyknęła do mnie przez okno.

<Rene?>

Od Elentii - Cd. Archalda

Z momentem, w którym Arch mnie pocałował poczułam, jak moja twarz przybiera kolor buraka. Nie ukrywałam zaskoczenia w spojrzeniu; było to jednak pozytywne zaskoczenie. Uśmiechnęłam się do mężczyzny i splotłam nasze palce, po czym ruszyłam na polanę skąpaną w słonecznym świetle. Odetchnęłam głęboko świeżym powietrzem, które jeszcze pachniało śniegiem. Biały puch powoli się roztapiał, a ptaki śpiewały, jak najęte. Krajobraz przypominał typowo wiosenny, nic nie wskazywało na to, że wrócą mrozy.
- Idealne powitanie.. - zaśmiałam się cicho, zacieśniając delikatnie splot dłoni. Ciemnowłosy mi przytaknął.
- Więc.. Co teraz? - zapytał po chwili.
- Dom. Chcę zmyć z siebie ten cały smród. - jęknęłam, wskazując na ubranie i majestatyczne zadrapanie na policzku.
- Ta jest! - zawołał, salutując. Ruszyłam więc z Archem u mojego boku, omiotając ostatni raz spojrzeniem miejsce, z którego się wydostaliśmy. Ku mojemu zaskoczeniu nie było widać wyjścia. Wyglądało to tak, jakby ktoś zablokował je masywnym kamieniem. Ruszyłam dopiero wtedy, gdy poczułam dłoń Archa między łopatkami. Nawet nie zorientowałam się, kiedy przestał mnie trzymać za rękę.
Korony drzew zasłaniały widok popołudniowego nieba. Temperatura zaczęła spadać, co zmusiło naszą dwójkę to przyspieszenia kroku. Ciekawe jaka pora roku była tam, skąd wróciliśmy..

[ Arch? Wena była, ale się zmyła :') ]

Od Collina cd. Yaotzina

Zaśmiałem się.
- Ostrzegałem - ucałowałem go w czoło, po czym rzuciłem na siebie szlafrok. Yao dalej stał z wyciągniętymi dłońmi w moją stronę. Zgiąłem się lekko, po czym złapałem go za zgięcie u kolan, wywracając go na drugą rękę. Trzymałem go na rękach jak pannę młodą, a chłopak zakrył się nieco szlafrokiem. W sumie nie chciałbym w tej chwili spotkać jego dziadka, oby spał. Chociaż w to wątpię...
- Wiem - schował głowę w moim torsie. Przytuliłem go i wyszedłem z pokoju. Jego dziadka na szczęście nie było, bynajmniej tak sądziłem, ponieważ do łazienki doszedłem cały, bez żadnych zawstydzeń, które by się pojawiły, jeśli bym natrafił na jego dziadka. W sumie może i wie co robiliśmy, ale to niczego nie zmienia. Wszedłem do łazienki, po czym postawiłem chłopaka na ziemi.
- To co? Może ci rozmasować? - zaśmiałem się. On popatrzył na mnie tylko spod byka, ale kiwnął głową. Słodziak...
~~~
- Jutro wyjeżdżacie? - zapytał dziadek. Siedzieliśmy wszyscy razem przy stole i jedliśmy obiad zrobiony przez starszego mężczyznę i pewną kobietę, która chyba była w jego wieku, może odrobinę młodsza i pomagała w przygotowaniach obiadu. 
- Tak, ale postaram się jeszcze przyjechać - Yao się uśmiechnął i wziął do ust pieczonego kurczaka, który był na prawdę dobry.
Dziadek i ta kobieta wyglądali... jak para. Może nie powinienem się wtrącać w takie stare związki, ale patrząc na nich, wyobrażałem siebie i blondyna w starości. Ja być może łysy, on siwy, siedzący dalej mi na kolanach, bawiący się z kotem, jeśli Alexandre uda się tyle przeżyć. W sumie jest młodym kotem, więc nic nie wiadomo. Ciekawie by było, gdyby się okazało, że jego kocur to kotka i nagle miała młode kociaki. Ciekawe czy by się cieszył... Znając go, zapewne tak. W końcu by miał wnuki, prawda?
~~~
Nadszedł dzień wyjazdu. Sam nie byłem pewien, czy się z tego cieszę, czy nie. W końcu właśnie staliśmy na pomoście, a ja znowu miałem wsiąść do tego ustrojstwa, które w każdej chwili może utonąć! Jeju... gdy tak stałem i przyglądałem się wielkiemu statkowi, który właśnie był zapełniany pasażerami, czułem, jak moje nogi się trzęsą i raptownie zmieniłem zdanie co do wyjazdu.
- A może zostaniemy? - zaproponowałem ze speszoną miną. Yao stał przy dziadku i z nim rozmawiał, dlatego też im przerwałem. Blondyn się zaśmiał, a jego dziadek uśmiechnął.
- Widzisz, mówiłem - zaśmiał się Yao do dziadka, a ja nie wiedziałem o co chodzi i zapewne wyglądałem jak ten idiota. - Powiedziałem dziadkowi, jak się boisz statków i wody - wytłumaczył, a ja zmarszczyłem brwi. Nie spodobało mi się to, ale co będę się teraz odzywał, gdy za późno? Na szczęście jego dziadek nie wyglądał na niezadowolonego tą sytuacją. Zamiast tego przytulił ponownie małego blondyna i uściskał go na pożegnanie.
- Czekam na ciebie - powiedział, po czym puścił Yao, który podszedł do mnie i wziął do ręki swoją walizkę. Pożegnałem się ze starszym mężczyzna uściskiem dłoni. - Pamiętaj, że jeśli coś zrobisz dla niego, znajdę cię - zagroził mi ponownie, a ja poczułem się nieswojo. Ale zaraz się uśmiechnął i mnie przytulił mówiąc, ile to znacze dla Yao. Miło mi się zrobiło.
Chwyciłem obie walizki, moją, a chłopaka wyciągnąłem z jego dłoni, po czym zaczęliśmy iść do statku, chociaż w rzeczywistości Yao musiał mnie tak wepchnąć.

<Yao?>

Od Renesmee CD Reika

O nie... Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
-Nikogo oprócz mnie nie ma!- krzyknęłam, jednocześnie podtrzymując się ściany, podniosłam się i sięgnęłam po jedną z większych bluzek Leo, po czym ją ubrałam. Dobrze, że bieliznę miałam już na sobie... W tym samym momencie, w którym wytarłam łzy z oczu, Leoander wszedł do łazienki.
-Słyszałem czyjś głos- powiedział surowym głosem. Odwróciłam się w jego stronę. Brat stał w mundurze policyjnym z czapką na głowie i butami na nogach. Wszedł do mieszkania w butach? Jeśli tylko zostawił jakieś ślady...
-Zaraz, zaraz... Mówiłeś przecież, że masz zostać w pracy na noc...- zaczęłam, podejrzliwie na niego patrząc. Białowłosy podrapał się po karku.
-Pozwolili mi przyjść i sprawdzić, czy dajesz sobie rade sama- na koniec westchnął, po czym zrobił krok w moją stronę i złapał mnie za policzki. -Wiesz, że nie chcę iść, więc powiedz, że nie zaprosisz tu nikogo i nikomu nie będziesz otwierać drzwi- uważnie spojrzał w moje oczy. Pokiwałam powoli głową, również wpatrując się w jego prawie czerwone paczały. Leo delikatnie się uśmiechnął, po czym zaczął ocierać nasze nosy, przez co cicho się zaśmiałam. Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam charakterystyczny dźwięk zamykania drzwi. Opadłam na kanapę. "Nie zaprosisz tu nikogo", taa... Tylko Reik już tu jest. Momentalnie otworzyłam szeroko oczy. Zapomniałam o nim! Usłyszałam kroki zbliżającej się osoby, więc automatycznie spojrzałam w tamtym kierunku. Chłopak stał nade mną, po czym klapnął obok na kanapie.
-W końcu poszedł- powiedziałam, opierając głowę o jego ramię. Mimo tego, że Leoander był w domu tylko dziesięć minut, dla mnie wydawało się wiecznością. Spojrzałam na ciemnowłosego, wydawał się jakiś zamyślony. Mój wzrok powędrował na jego policzek, który był lekko zaczerwieniony. Wtedy trafiło do mnie wcześniejsze wydarzenie z łazienki. Ja, ciemnowłosy, całujemy się. Momentalnie cała zrobiłam się czerwona. Delikatnie dotknęłam swoich ust. Mój pierwszy... Zawsze marzyłam, by zabrał mi go mój przyszły chłopak, a nie ktoś prawie że mi obcy. Chyba łzy spłynęły mi po policzku, bo poczułam na nim coś mokrego. Wzięłam głowę z ramienia Reika i się wyprostowałam. Spojrzałam na niego, po czym jeszcze raz dałam mu z liścia. Można było usłyszeć charakterystyczny dźwięk spotkania dłoni i policzka. Chłopak spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem w oczach.
-To za mój pierwszy pocałunek, Idioto- powiedziałam z łzami w oczach.

<Reik? xd>

Od Zacharie - Cd. Zena

- Mógłbyś przestać palić, to jest okropne – mruknąłem, zsuwając się po ścianie windy. Zen oparł się o drugą, patrząc się na mnie z zaciśniętymi ustami – Gdybym mógł, uzależniłbym cię od czegoś innego – uśmiechnąłem się niezauważalnie, zaczesując włosy do tyłu. On natomiast zmierzył mnie wzrokiem. Nawet nie raczył odpowiedzieć pff.
- Doprawdy? – przyłożył telefon do warg. Posłałem mu kolejny, szyderczy uśmieszek – Już wystarczy, że nie brałem ze sobą swoich przyjaciół, tylko ciebie, głupku – westchnął, siadając naprzeciwko mnie. Oparłem podbródek o złączone dłonie, mrużąc oczy.
- Ci przyjaciele to wibrat-
- SKOŃCZ – tak strasznie brutalnie mi przerwał. Walnąłbym go, ale jest za daleko. Nghh. Wzdech smutku. Z przejęcia aż sięgnąłem po swoją zajebistą komórę do torby. Chciałem zadzwonić po Neza, alE JAK WIDAĆ ŚWIAT MIAŁ INNY PLAN I POSTANOWIŁ ZABRAĆ ZASIĘG, CHOLERA JASNA. A jeśli to pudło poleci na dół? Rozbijemy się, tak. Albo zostaniemy tu na zawsze i będę musiał zjeść temu idiocie nogę. To niezbyt dobra przyszłość. Najchętniej zrobiłbym to jak w filmach i wyszedł górą. Tyle, że tu nie było tej klapy. No i poza tym Hyun raczej nie dałby zrobić z siebie podnóżka. Nie mam przy sobie Beci, żeby zacząć mu grozić. Odchyliłem głowę do tyłu, przyglądając się sufitowi. Ten tynk u Rene nadal wygrywa, tutaj mają jakiś słaby plastik. Kiedy to się naprawi, Bożeee. Nie mam ochoty na umieranie i jedzenie jego stóp. Znaczy Zena, nie Boga.
- Zagrajmy w prawda czy wyzwanie – przeniosłem na niego wzrok, wykrzywiając się dziwnie – Ta cisza jest dziwna, a ta pierdoła nie chce odebrać. Prawdopodobnie będziemy tu siedzieć z godzinę, tak coś czuję – onieee, nie, nie pozwalam śmieciu. Pochyliłem się do przodu, kładąc łokcie na kolanach. Wciągnąłem głęboko powietrze, unosząc brwi.
- Dobra, tylko warunek. Butelka to twój srajfon, ja nic nie mam – co z tego, że w plecaku miałem Tymbarka z samolotu. Miałem cichą nadzieję, że się mu porysuje. Jakkolwiek. Cokolwiek. Lub chociaż lekko wkurzyć białego, że jego dziecko tarza się po podłodze. Ze zrezygnowaniem położył go eKRANEM DO GÓRY. Noiii koniec majestatycznego planu.
- Ale po co, skoro jest nas dwójka – faaak – I za karę ty zaczynasz, pf – poprawił swój fryz.
- Wyzwanie – burknąłem, przecierając twarz.
- Jak stąd wyjdziemy, idziesz ze mną na pocky. A Nezuś robi z tego vinsa. I żadnych sprzeciwów, sto procent, inaczej wyrzucę cię do oceanu, albo staniesz się moim workiem na żarcie – oznajmił zwycięsko. Że co jak nieee. Chociaż, to z krwią...  – Noi biorę pytanie
- Zabijesz się?
- Nie – kurde
- Mogłem ci dać takie zadanie. Ale to nIC, PRZEŻYJĘ. I chcę prawdę – zamyślił się na chwilę.
- Od czego chciałeś mnie uzależnić? Bo sądząc po twojej minie, to raczej nie byłby jakiś alkohol albo coś – w tym samym momencie winda zadrżała. Podniosłem się momentalnie do pionu, wyrzucając ręce ku górze. Tak, URATOWANY, TAKKK. Wszystko zadrżało i dało się poczuć, że jedziemy na piętro. Zen wydał z siebie ciche jesss, wspiął się krzywo na proste nogi i schował fona do kieszeni. W końcu znaleźliśmy się na miejscu. Jezu, ile tutaj łazi tych Japońców.
- Ale Zachieee, nie odpowiedziałeś miii – szlag, myślałem że da sobie spokój. Odwróciłem się w jego stronę, a on wycelował we mnie palcem. Z parsknięciem zbliżyłem się do jego ucha.
- Po prostu pobawmy się w pocky, okej? – ten ton był... inny niż zazwyczaj. Ogółem. Wyprostowałem się, wkładając dłonie do kurtki – No, to gdzie teraz?

< Zenuen? >

Od Reik'a CD Renesmee

Rene wyrwała mi się szybko i wybiegła kilka kroków do przodu.
-Sama sobie poradzę!-Krzyknęła naburmuszona jak małe dziecko.
Uśmiechnąłem się wkładając ręce do kieszeni i szybko do niej podbiegając. Po kilku minutach byliśmy już w biedronce. Chodziliśmy trochę po różnych alejkach ale w końcu udało nam się wszystko znaleźć. Pianki, kakao, ciastka... I jeszcze pare rzeczy. Z prawie pełnym wózkiem podjechaliśmy do kasy. Zapłaciłem za wszystko i wyszliśmy z kilkoma siatami zakupów. Znaczy... Ja z nimi wyszedłem.Byłem nimi cały obwieszony. Po drodze do domu zaczął dość mocno padać śnieg.
-Musimy się pośpieszyć. Zaraz może nas zasypać...-Powiedziałem patrząc się w niebo.
Przyśpieszyliśmy lekko i po chwili byliśmy już w domu. Rozebraliśmy się i wypakowaliśmy wszystko na stół przed kanapą. Prawie od razu Rene westchnęła patrząc na mnie uważnie.
-Idę się umyć. Jeżeli tylko spróbujesz mnie podglądać, to coś ci urwę...-Powiedziała grożąc mi palcem.
Uśmiechnąłem się lekko po czym usiadłem na kanapie. Rene weszła do łazienki. Ja za ten czas oglądałem telewizję i czekałem aż wyjdzie. Siedziała tam tak długo że na chwilę zasnąłem. Nagle ze snu wybudził mnie jakiś krótki krzyk i upadek kilku przedmiotów na ziemię. Wstałem z kanapy i od razu pobiegłem do łazienki. Kiedy otworzyłem drzwi zobaczyłem Rene leżącą na podłodze. Obok niej leżało kilka butelek które spadły z półki. Kiedy Rene zobaczyła mnie w wejściu, od razu zrobiła się czerwona. Zaczęła krzyczeć po czym wstała i zamachnęła się żeby dać mi z liścia, ale poślizgnęła się i upadła prosto na mnie. Kiedy na mnie leciała odruchowo zamknąłem oczy. Kiedy je otworzyłem zobaczyłem że Rene leży na mnie i... Całujemy się. Tak, jej upadek był aż na tyle nie fortunny. Brakuje jeszcze tylko żeby jej brat tu wszedł i wszytko zobaczył...-Pomyślałem. Nagle usłyszałem że drzwi się otwierają.
-Wróciłem!-Usłyszałem czyiś głos.
-No zajebiście...-Pomyślałem.
Rene podniosła się i od razu zrobiła się czerwona po czym dała mi z liścia.
-Jesteś okropny...-Powiedziała z lekkimi łzami w oczach.
-To nie moja wina!
-Rene, ktoś tu jest?-Zapytał jej brat.
Nie wiedziałem co mam zrobić, więc odruchowo zmieniłem się w cień.

<Rene?>

Od Zoe

Ze snu wyrwał mnie budzik. Na wpół uśpiona, zakrylam uszy poduszką. Ale budzik nie dawał za wygraną. Dzwonił i dzwonił. 
Macając ręką szafkę nocną, w końcu odnalazłam źródło tej przeklętej melodii. 
- Kiedyś zatłukę człowieka, który wymyślił szkołę o tak wczesnej porze - mruknęłam. 
Po dłuższej chwili, w końcu podniosłam się z łóżka. Szybko ogarnęłam wszystkie poranne czynności, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu. 
Spokojnym krokiem szłam w stronę liceum, słuchając przy tym muzyki. Dotarłam na lekcje parę minut przed dzwonkiem. Ehh.. to będzie długi dzień..

***

Siedziałam w pokoju, próbując odrobić lekcje. Wkoło panowała głucha cisza, co strasznie mnie rozpraszało. Otwarte zeszyty leżały na biurku, a ja patrzyłam się w nicość. 
Po pewnym czasie nabrałam wielkiej ochoty na gorącą czekoladę. W mgnieniu oka zabrałam się do wyjścia. Był już późny wieczór, a moja ulubiona kawiarnia mieściła się na drugim końcu miasta. Wybrałam najszybszą drogę przez park. Wędrowałam powoli obserwując wszystko dookoła. W ciemności wszystko wydaje się ciekawsze, a zarazem straszniejsze. 
Po dwudziestu minutach wyszłam na skraj parku. Teraz zostały mi do pokonania dwa skrzyżowania i jestem na miejscu. Uśmiechnęłam się w duchu na myśl, że już za chwilę będę mogła rozkoszować się smakiem czekolady. 
Szłam ulicą, blisko ścian budynków. Już miałam minąć cukiernie i być dwa kroki od kawiarni, kiedy nagle jej drzwi się otworzyły, uderzając mnie prosto w głowę. Zachwiałam się i upadłam na ziemię. W momencie przed moimi oczami pojawiły się mroczki. 
- Ojej! Przepraszam - usłyszałam nerwowy głos jakiegoś chłopaka.

< Ktoś? Coś? >